sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 26

Andrzej:
Obudziłem się o dziewiątej rano, niestety mojej narzeczonej nie zastałem w łóżku, na jej miejscu znajdowała się karta na której było napisane „Dziękuję za wspaniałą noc, a teraz muszę zmykać do pracy. Kocham Cię” No tak szpital… Zrobiłem sobie śniadanie i oddzwoniłem do Karola, bo miałem od niego sześć nieodebranych połączeń. 
- No nareszcie! Co Ty robiłeś człowieku, że nie raczyłeś odebrać telefonu? Od razu na dzień dobry rzucił Kłos.
- Ninaia wróciła i musiałem się nią trochę nacieszyć. Co się stało?
- Uuuu to sorry. Jak tam panie Wronka Twój misterny plan z Grey’em a’la Wrona udał się?
- Nie Twoja sprawa. Powiedziałem
- No pochwal się, bo może też coś takiego zrobię Olce. Dodał Kłos.
- Udał się i powiem Ci stary, że działa to na kobiety…. a teraz mów po co dzwoniłeś.
- No bo Antiga dzwonił i kazał nam przyjechać po południu w niedzielę do Spały. 
- Już w tą niedzielę?! Przecież mieliśmy jechać za tydzień. Odpowiedziałem.
- Zmiana planów tak mi odpowiedział.
- No nic w takim razie zero alkoholu na ślubie.
- I bardzo dobrze! Beze mnie nie ma imprezy!
- Karol…. Nie dobijaj mnie. W niedziele przyjadę po Ciebie i razem udamy się do spalskich lasów.
- O to Cię właśnie chciałem prosić. Wronka jak Ty dobrze mnie znasz.
- Dobra Karollo kończę, bo muszę odwiedzić mamę. Pa!
- Pozdrów Agusie! Ooo i weź ze spiżarni rodzicielki jakieś cudeńka!
- Cześć Kłos! Odłożyłem słuchawkę i poszedłem pod prysznic, by później odwiedzić rodziców.

Nina:
- Pani doktor, doktor Warzecha panią wzywa. Zaskoczona tym faktem od razu udałam się do gabinetu doktora. Przyznam, że trochę się wystraszyłam. Czego on może chcieć ode mnie? Zapukał do drzwi i gdy usłyszałam krótkie „wejść” weszłam do gabinetu i na rozkaz doktora usiadłam na fotelu obok.
- Chciał mnie pan widzieć panie doktorze. Powiedziałam nieco trzęsącym się głosem.
- Tak pani doktor. Pewnie pani już słyszała, że nasz ordynator na ortopedii odchodzi na emeryturę.
- Tak obiło mi się coś. Odpowiedziałam.
- W związku z tym, iż stawiamy na młodych i pełnych energii lekarzy chciałbym panią zobaczyć w moim szpitalu jako nowy ordynator. Odrzekł bacznie mi się przyglądając. Mi natomiast odebrało mowę. Jeszcze nikomu nie udało się w wieku trzydziestu lat zostać ordynatorem! - Niech pani coś powie. - Dodał lekarz.
- Z przyjemnością zostanę ordynatorem. Powiedziałam uśmiechając się jak jakaś nienormalna.
- To gratuluję. Jutro zostaną przeniesione Pani rzeczy z obecnego biura na piętro wyżej i jeszcze raz gratuluję! Pożegnałam się i wyszłam z gabinetu. Jestem strasznie szczęśliwa! Od razu wykręciłam numer do Wronki niestety nie odbierał telefonu. Postanowiłam wysłać sms-a dziewczyną byśmy spotkały się na lunchu. 

Aneta:
Od pocałunku z Radzimirem minął dzień, a ja wciąż nie mogę dojść do siebie. Co to było do cholery. Kiedy mnie pocałował przez moje ciało przyszły dreszcze. Przecież kocham Pawła! 
- Aneta? Andzia! Pobudka! Wyrwała mnie z transu Kamila, która właśnie przyjechała do restauracji.
- Hej Kama. Przepraszam zamyśliłam się. Odpowiedziałam przyjaciółce.
- Pewnie myślałaś o Pawle! 
- Tak o Pawle… 
- Cześć dziewczyny! Wkroczyła Wasilewska zasiadając obok mnie. - Zamawiałyście już?
- Nie czekałyśmy na Ciebie. Powiedziałam.
- Dziewczyny od niedzieli zmieniam miejsce zamieszkania. Powiedziała uradowana Kama.
- Jak to? Gdzie niby będziesz mieszkać? Powiedziałam zaskoczona.
- Rafał kupił dom! 
- Jakie to romantyczne i słodkie. Powiedziałam uśmiechając się do przyjaciółki.
- Romantyczne też, ale widać, że Rafiemu spieszy się do dzieci. Powiedziała Nina, a my razem z Kamą miałyśmy w tedy oczy jak pięć złotych. - No co tak patrzycie. Najpierw drzewo, dom i dziecko. Wróć dom, drzewo i dziecko. Dodała uszczęśliwiona Nina.
- Dzieci jeszcze poczekają. Odburknęła Kamila.
- Ej ale ja chcę zostać ciocią! Powiedziała oburzona Wasilewska.
- To zrób sobie dziecko z Endrju i nie będzie problemu. Dorzuciła zirytowana Kamila.
- Dziewczyny przestańcie. Nina miałaś nam coś przekazać bardzo ważnego.
- Aaa tak zapomniałam! Od jutro zaczynam pracę jako nowy ordynator na ortopedii! Powiedziała z piskiem w głosie szczęśliwa Wasilewska.
- Miś to gratulacje! Przytuliłam przyjaciółkę.
- Nina a co na to Andrzej? Zapytała Kama.
- Nic jeszcze nie wie nie mogłam się dodzwonić do niego. Dodała Nina.
- Pewnie będzie szczęśliwy. Dodałam zajadając się sałatką z łososiem, którą przed chwilą przyniosła kelnerka. - Właśnie o której spotykamy się w sobotę?
- Dziewczyny, a nie możecie już w piątek być ze mną? Proszę… Prosiła nas Kamila spoglądając to na mnie to na Ninę oczami kota ze Shreka.
- Przed 20 ja mogę być u Ciebie, bo kończę pracę o 17. Powiedziałam. - A ty Nina?
- Ja dokładnie jeszcze nie wiem więc dam wam znać z samego rana. 

Nina:
Było już grubo po 16 jak wróciłam do domu. Wchodząc do mieszkania usłyszałam dźwięk włączonego telewizora. 
- Endeju to Ty? Weszłam do salonu a moim oczom ukazał się śpiący Wronka. Nie chcąc go budzić zgasiłam telewizor i udałam się do sypialni po koc, kiedy chciałam go przykryć obudził się.
- Ooo Kasia. Powiedział zaspanym głosem Andrzej.
- Ogarnij się a ja idę zrobić nam lasagne na kolację. Powiedziałam kierując się w stronę kuchni.
- Ty chcesz zrobić lasagne?! Zapytał zaskoczony mężczyzna, który właśnie wszedł do kuchni. Skinęłam głową i wyciągnęłam potrzebne produkty z lodówki. - Aha dodając po ciuchu Boże ratuj. Powiedział Andrzej zakrywając dłonią twarz.
- Co?!! Andrzej czy ty nie wierzysz w moje umiejętności kulinarne? Przecież to jest bardzo proste danie. Ostatnio widziałam w telewizji, że jakieś dziecko dziesięcioletnie przyrządzało to. Powiedziałam krzyżując ręce na piersi.
- No jakżebym śmiał! Jak ja mógłbym nie wierzyć w twój talent?! - Bronił się Andrzej. - Co wolisz kuchnie śródziemnomorską czy azjatycką. Dodał wyciągając z bocznej kieszeni spodni swojego iPhona.
- Andrzej!!! Wiesz co… Spojrzałam się wrogo na Wrone i nastawiłam piekarnik, by się nagrzał.

PO 30 MINUTACH: 
- No cholera jasna!!!! Krzyczałam na całą kuchnię i wyrzuciłam spaloną na węgiel lasagne do kosza. 
- To jaką kochanie wybierasz kuchnie? Krzyknął z salonu Kracze.
- Śródziemnomorską. Odpowiedziałam wchodząc do salonu.
- Zamówione, będzie za około 20 minut. Powiedział Wrona sadzając mnie na swoich kolanach. - Ninuś bo nasze plany co do wesela Rafała i Kamy trochę się zmieniły. Dodał po chwili.
- Ale jak to? Co się stało. Zaskoczona zapytałam siatkarza.
- W niedziele po południo muszę być już w Spale.
- Och… Tylko na to było mnie stać. Nie widzieliśmy się przez dwa tygodnie, a tu teraz dowiaduję się, że zostało nam tylko 2 dni i znów nie będziemy się widzieć, ale tym razem aż miesiąc.  
- Spokojnie niedziele mamy wolne więc raz Ty, a raz ja będę przyjeżdżał.
- Wiem, będę tęsknić. Powiedziałam i zaczęłam namiętnie całować Andrzeja. On natomiast odpinał guziki mojej koszuli. Niestety ta rozkosz nie trwała zbyt długo, bo przerwał nam dzwonek domofonu.

Aneta:
- Paweł powiesz mi gdzie zabieracie Rafała i co będziecie robić?
- Nie kochanie nie powiem to słodka tajemnica. Odpowiedział posyłając mi jeden z tych cudownych uśmiechów.
- Ale ja tak ładnie proszę. Powiedziałam powoli przybliżając się do mężczyzny i łapiąc go za krawat przyciągnęłam do siebie i dałam całusa.
- Aneta proszę nie teraz… Nie pozwoliłam mu dokończyć, bo zaczęłam go namiętnie całować i rozpinać jego białą koszulę. Paweł poddał się mi i udaliśmy się razem do sypialni obijając się od ściany do ściany. 
- Kocham Cię. Powiedział Paweł i złączyliśmy nasze ciała w jedną całość.

GODZINA PÓŹNIEJ:
- O której wrócicie? Powiedziałam do szykujące się mężczyzny na wieczór kawalerski Rafała. 
- Nie wiem, ale jakoś tak w nocy. Uśmiechnął się.
- Więc uważaj i pilnuj się. Powiedziałam grożąc mu palcem.

Andrzej:
- No to panowie zaczynamy imprezę! Powiedziałem wchodząc razem z Rafałem, Pawłem, Włodim i z kumplami naszego pana młodego. Wieczór kawalerski postanowiliśmy spędzić w najlepszym klubie w mieście.
- Wiecie co chłopaki zawsze chciałem tak zaszaleć jak w Warsaw Shore. Powiedział podekscytowany Włodi.
- No to na co czekamy! Kierunek bar! Powiedział Rafał.
Piliśmy, tańczyliśmy, piliśmy później śpiewaliśmy na karaoke i tak w kółko, aż wybiła pierwsza. Oj w tedy to dopiero zaczęła się zabaw. Mnie i Włodiego dorwały hotki, które ciągle wiły się koło nas i chciały z nami tańczyć. Po jakimiś czasie Włodi pobił się z jakimś facetem. Jak się okazało blondynka, z którą tańczył nasz siatkarz nie przyszła na imprezę sama tylko ze swoim „misiaczkiem”. Misiaczek zauważył jak Włodarczyk przystawiał się do blondyny i w tedy rozpętała się trzecia wojna światowa. My jako przyjaciele i po paru głębszych postanowiliśmy pomóc Wojtkowi i zaczęliśmy się bić. Zakończyło się tym, że o czwartej nad ranem wylądowaliśmy na komisariacie. 
- Karol? Śpisz? Powiedziałem do słuchawki.
- Czego Wrona? Jest po czwartej idioto! Normalni ludzie o tej porze już śpią! Więc tak śpię! Powiedział rozzłoszczony Kłos.
- Wyciągniesz nasz z więzienia?
- Że co?????!!!!!! Z jakiego więzienia?
- Zatrzymali nas, bo rozpętała się bójka.
- Dobra już jadę. 
Podałem adres i całą nasza ekipa czekała na Kłosa, który uwaga! po godzinie dopiero dotarł i nas wyciągnął. By nie narażać się naszym narzeczonym wszyscy udaliśmy się do mojego mieszkania i udaliśmy się w krainę Morfeusza. 

Kamila:
Wszystkie trzy postanowiłyśmy zjeść wspólny brunch na Mokotowie w małej przytulnej knajpce. Całą noc zastanawiałam się gdzie ten Rafał? Około szóstej dostałam sms-a od Niny, że są u Andrzeja na mieszkaniu.
- Nina ale nie wiesz nic więcej? Dopytywała się Aneta.
- Nie. Dostałam sms-a od Karola, że wszystkich odstawił do Wronki.
- Cholera jasna! Co oni tam robili! Paweł obiecał mi, że wróci do domu! Powiedziała Aneta.
- Ja próbowałam chyba z milion razy dodzwonić się do Endrju, ale gdzie tam książę raczył odebrać.
- Może pojedźmy tam? Zaproponowałam.
- Ja odpadam muszę zbierać się do szpitala bo mam poranny obchód. Powiedziała Wasilewska.
- A ja muszę jechać do telewizji. Dodała Aneta.
- No nic trudno. Pojadę do kancelarii i może tam przestane myśleć o tych debilach. No cholera jak tak można, beż żadnej informacji.
- Spokojnie Kama. Trochę zabalowali i teraz pewnie odsypiają. Powiedziała Aneta.
- Dobra dziewczyny ja już jadę. Do wieczora. Powiedziała Nina żegnając się z nami.
- To chodź Andzia podwiozę Cię do telewizji. Powiedziałam i razem udałyśmy się na parking.

Nina:
- Kochanie i jak podobam Ci się? Zapytałam Wrony wchodząc z garderoby w czarnej koronkowej bieliźnie i czarnych szpilkach od Loubotina. 
- Mmmmmm i to jeszcze jak. Odpowiedział już rozpalony na mój widok Endrju, który powoli szedł w moją stronę.
- Nie tak pętko panie Wrona. Popchnęłam go na łóżko i zaczęłam go rozbierać. Endrju nie wiedząc co dokładnie się dzieję przyciągnął mnie do siebie i chciał mnie pocałować. 
- Wrona jesteś niegrzeczny! Muszę ukarać Cię. Powiedziałam przywiązując mężczyznę do łóżka.
- Ninaia już przestań się ze mną bawić i chodź tutaj do mnie! Powiedział Andrzej.
- Zaraz kochanie zacznie się prawdziwa zabawa. Powiedziałam, założyłam czarny płaszcz i torebkę i udałam się do drzwi wyjściowych zostawiając osłupiałego Wrone.
- Adios! Powiedziałam na odchodne.
- Ale Nina? Gdzie ty idziesz? Nina! Kurwa rozwiąż mnie! Usłyszałam jeszcze, gdy zamykałam mieszkanie na klucz.
Podjechałam pod dom Anety, która już czekała na mnie na podjeździe.
- Hej kochana! Powiedziała rozpromieniona.
- Hej Anetko. Powiedziałam i pocałowałam przyjaciółkę w policzek.
- Nie uwierzysz! Zaczęłam. - Jak tylko Andrzej przyjechał do mnie wiedziałam, że coś musiało się stać. Aneta ja jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie, a kiedy udało mi się wyciągnąć od niego wszystko co działo się na tej cholernej imprezie ręce mi opadły! Ale wiesz co zrobiłam. Uśmiechnęłam się łobuzersko do przyjaciółki i opowiedziałam jej o mojej słodkiej zemście.
- Hahahaahahah nie wieżę! Powiedziała Aneta płacząc ze śmiechu. - Ja zrobiłam Pawłowi dokładnie to samo! Dodała.
- Czyli co jutro odwiązujemy naszych imprezowiczów?

Kamila:
Kolejny wieczór w babskim gronie. Najpierw zrobiłyśmy sobie domowe spa. Wspominałyśmy nasze dwutygodniowe wakacje. Pyszne drinki, wspaniałe imprezy, cudownych ludzi, piękne widoki….  Aż chce się tam wrócić. Po zabiegach upiększających każda z nas usiadła przed telewizorem i gorącym kakao i oglądałyśmy filmy do północy. Dziewczyny nie chciały bym jutro, a w zasadzie już dzisiaj wyglądała na własnym ślubie jak zombie zarządziły, że idziemy spać. Nie mogłam zasnąć. Liczyłam nawet owce. Jedna owca, druga owca….. i tak do 128 owcy. Udało mi się zasnąć około drugiej.


czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 25

Kamila:
Cholerka, gdzie on jest? Od godziny  próbowałam się dodzwonić do Rafała. Kwitłam jak kwiatek na tym lotnisku, uparłam się, że nie będę wracać z Anetą i Niną, po które stęsknieni narzeczeni przyjechali, a poczekam na swojego. Dzwoniłam też do jego firmy, ale podobno wziął  tydzień wolnego. Zrezygnowana udałam się na postój taksówek. Złapałam jedną i pojechałam do domu. Cały czas zastanawiałam się o co chodzi. Moje rozmyślania przerwał sygnał telefonu, to Andzia "I jak?" "Nic. Jadę taksówką" odpisałam, po chwili miałam już pocieszającego mms'a ze ślicznymi świecami "Pewnie czeka na Ciebie w domu z niespodzianką". Uśmiechnęłam się mimowolnie - pewnie Aneta ma rację. Rozmyślając o tym, co może mnie czekać nie odczułam nawet 20-minutowgo postoju w korku. Raz dwa załadowałam walizki do windy, jak na skrzydłach wleciałam do mieszkania a tam pustka. Przebiegłam po wszystkich pokojach i pusto. Dosłownie. Żadnych rzeczy Rafała, żadnych naszych zdjęć! Matko on mnie porzucił na trzy dni przed weselem! Nie wiem kiedy nogi się pode mną ugięły, a strumienie łez tylko wzbierały na sile. Położyłam się w pozycji embrionalnej. Chciałam zostać sama. 

Nina:
- Ale  przyznaj! Stęskniłeś się choć trochę! Spojrzałam niewinnie na Andrzeja.
- Na taką złośnicę jak ty? Nigdy w życiu! Ja miałem wreszcie święty spokój! Pokazałam mu język, chciałam go minąć by pójść do łazienki pod prysznic, ale złapał mnie w pasie, spojrzał tymi swoimi wroniastymi oczami i powiedział. - Tęsknić nie tęskniłem! Umierałem z tęsknoty. - Nim się obejrzałam już byłam w jego ramionach, jak on cudownie smakował. Dwa tygodnie bez siebie, tylko spotęgowały falę namiętności i uczucia. Nie wiem, kiedy znalazłam się w jego łóżku, doceniłam, że na łóżku była nowiuśka, czarna, satynowa pościel. Moja Wronka wie, co Czarownice lubią najbardziej.

Aneta:
Ostatni raz pocałowałam Pawła. - Zdecydowanie wyrzucę tą flądrę z telewizji.
- Spokojnie pani prezes. - Pablo ponownie zbliżył się do mnie. - Odbębnię 30 min na antenie i uciekamy do domu, za dwie godzinki popracujemy nad nowym projektem.
- Nowym projektem, powiada pan panie redaktorze. - Zbliżyłam się do niego, nie myślałam o tym, że znajdujemy się na podziemnym parkingu, że w każdej chwili może ktoś nas przyłapać. W tym momencie liczył się tylko on i ja. Paweł powoli zaczął rozpinać guziczki mojej koszulki, wiedziałam, że jeśli tego nie przerwę teraz, to będzie za późno. Jak na wybawianie zadzwonił jego telefon. - Hmmm? Już Wiola cię wzywa? -Spojrzał na mnie lekko zirytowany, odebrał telefon, ja w tym czasie zaczęłam doprowadzać się do stanu używalności. 
- Tak, już jestem na parkingu. Tak już idę. Tak zdążę. Tak przygotowałem. - Z rozbawianiem patrzyłam na coraz bardziej zirytowaną minę Pawła. Po niej następuje zawsze wybuch i mina pana i władcy. To nią raczył mnie przez pierwsze kilka miesięcy mijania się na korytarzach w TVP. I to tą miną, postawą kupił moje serce. Należał do grona nielicznych facetów, którzy mają przewagę intelektualną nad kobietą i potrafią ją w odpowiedni sposób wykorzystać. Ostatni raz spojrzałam w lusterko, dałam Pawłowi szybkiego buziaka i ruszyliśmy w kierunku windy. On szybko poprowadzi wiadomości, ja sprawdzę, czy firma nie runęła i znów będziemy mogli się sobą cieszyć. Po wejściu do windy przypomniały mi się nasze początki, parking na -3, biura na 35 piętrze, oj potrafiliśmy ten czas wykorzystać. Pablo jakby czytając mi w myślach, podszedł do mnie, przyparł do ściany i zaczął całować, nie, nie całować, całować to mało powiedziane. Zapomniałam już, co Paweł potrafi. Uważałam się za silną kobietę, jednak przy nim stawałam się małą dziewczynką. Jego usta wędrowały teraz wzdłuż mojego karku, by znów zatopić się w moich ustach. Boże niech ta winda się popsuje! "Piętro 35. Drzwi otwierają się" jak oparzeni odskoczyliśmy od siebie, drzwi otwarły się, a przede mną stał Radzimir z ojcem. 

Nina:
- Powiem ci, że seks z tęsknoty, bywa równie dobry jak na zgodę. - Uśmiechnęłam się słysząc głębokie przemyślenie mego ukochanego.
- Ja zdecydowanie wolę ten, gdy doprowadzisz mnie wcześniej do szewskiej pasji! - Uśmiechnęłam się zadziornie.
- Mam przez to rozumieć, że mam cię częściej irytować. - Endrju położył obie dłonie na wysokości mojej głowy, znalazłam się w prowizorycznym uścisku, zaczął, bardzo powoli się zniżać, w momencie, gdy myślałam, że mnie pocałuje, odchylił głowę i delikatnie zaczął dmuchać w moją szyję, nagle poczułam jak jego dłoń zaczyna przesuwać się wzdłuż mojej nogi, po chwili lewą ręką zaczął szukać czegoś w szafce, przez co całym ciężarem ciała położył się na mnie, czułam się obezwładniona. Po chwili obrócił mnie na brzuch i zaczął masować. Zrelaksowana przymknęłam oczy. Z czasem jego palce z coraz większą siłą masowały moje zmęczone wielogodzinną podróżą ciało, jego dłonie zaczęły błądzić od stóp aż po głowę, nie wiedziałam dokąd zmierza. Po chwili zwolnił, a jego uścisk stał się delikatniejszy. Zaczął masować mi skronie. Czułam, że jestem cała rozpalona, od wewnątrz, ale również przez jego dotyk moje ciało płonęło z zewnątrz. Nagle poczułam chłodny dotyk jedwabiu, spróbowałam się podnieść, by zobaczyć co to jest, jednak Endrju mnie przytrzymał za nadgarstki. Chwycił oba i wykręcił za plecy, syknęłam nie tyle z bólu, co niewygody, poczułam, że Andrzej związał mi nadgarstki! CHOLERA! Endrju związał mi nadgarstki! Po chwili pochylił się i szepnął mi do ucha.
- Twoja niewinna zabawa tuż przed twoim wyjazdem zainspirowała mnie, by wreszcie sięgnąć po tą waszą babską lekturę. Nie powiem, że nie znalazłem inspiracji. I nie powiem, że dziś to ty jesteś uległa. - Dreszcz przeszedł całe moje ciało, już chciałam mu odpowiedzieć, że nigdy nie będę uległa, ale w tym momencie zakleił mi usta, a na oczy nałożył satynową opaskę. Nic nie widziałam, z początku mrok był nie do zniesienia, nie wiedziałam co się dzieje. Andrzej nic nie mówił. Było cicho. Aż za cicho... Co jeśli on zechce się bawić w Grey'a? Przecież ja nie zniosę bólu. Poczułam, jak związuje mi kostki u nóg. Cholera, ja nie chcę! Ale jak mu o tym powiedzieć! Znów cisza! Cholera! Znów cisza! 
- Mmmmm. - Nagle usłyszałam swój głos, Andrzej przejechał czymś bardzo delikatnym po moich plecach. Może piórkiem? Magiczne piórko nagle załaskotało mnie za uchem! Fakt, że nic nie widzę tylko wyostrzył moje pozostałe zmysły. Po chwili zaczęłam pragnąć więcej i więcej...

Aneta:
- Anrta? - Pierwszy niezręczną ciszę przerwał Radzimir, Paweł spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Cześć Jimek. I witam Mistrza! - uśmiechnęłam się ciepło do Krzesimira, legendy polskiej, muzyki filmowej, który pracował właśnie dla nas nad muzyką do nowego serialu. 
- Witam śliczną panią prezes i jej czarującego narzeczonego. - Krzesimir przytulił mnie serdecznie i podał dłoń Pawłowi - Widzę, że mojego syna już znasz. 
- Tak tato, mieliśmy okazję poznać się dość dobrze. -  Powiedział Radzimir, rzuciłam mu lodowate spojrzenie.  - Co tam u Ciebie Pawle? Żałuję, że nie zostałem wtedy na meczu, ale wiesz... Obowiązki wzywają. 
- Nie ma problemu. Miło było znów cię zobaczyć. - Paweł z wrodzonym wdziękiem odpowiadał wydawać by się mogło naturalnie, jednak musiał wyczuć moje napięcie, przez co na jego czole pojawiła się prawie niewidoczna zmarszczka, którą znałam tak doskonale. 
- Paaaaaaaweeeeeeeeeł! No gdzie ty się podziewasz? - Z zza zakrętu wyłoniła się Wiolka, niech ktoś mi przypomni dlaczego ja ją tu jeszcze trzymam? Jest szefową wiadomości, jednak na wizję nigdy jej nie wpuszczamy, jej strój nazwałabym "a la uchodziec zza wschodniej granicy" a maniery w skali od  do  10 na 3. 
- Już idę. Przepraszam państwa, obowiązki wzywają. - Zacytował Radzimira, po czym uścisnął dłoń Krzesimira, pocałował mnie delikatnie w policzek i dodał. - To widzimy się za dwie godzinki. - I poszedł. 
- Widzę, że miłość kwitnie. Tworzycie zjawiskową parę. Uwielbiam na was patrzeć. - Powiedział Krzesimir. - Nie przywodzą ci na myśl samych pozytywnych dźwięków - Zerknął na Jimka. 
- Staram się nie myśleć cały czas muzyką. - Odparł ojcu, cały czas przyglądał mi się natarczywie. Poczułam, że się czerwienię, bo zdecydowanie wiem o czym teraz myślał, i że dla niego w chwili obecnej nie byłam w białej koszuli, spódnicy ołówkowej i szpilkach a w czarnej koronkowej bieliźnie, która tamtego wieczoru była zarezerwowana dla Pawła. A skończyło się... NEVER MIND
- Panowie przepraszam, ale jak słyszeliście, mam dwie godzinki na rozeznanie, czy telewizja podczas moich dwutygodniowych wakacji nie padła. - Uścisnęłam jeszcze raz Krzesimira, podałam dłoń Jimkowi co zdecydowanie mu się nie spodobało i szybkim krokiem ruszyłam w kierunku biura. 
Wielkość kupki z dokumentami na moim biurku, spowodował, że miałam ochotę uciec, przezwyciężyłam jednak to uczucie i zabrałam się do pracy. Po godzinie analizowania wykresów odleciałam całkowicie. Istniał tylko świat cyferek. Nawet nie zauważyłam, gdy ktoś wszedł do mojego biura, zasłonił mi oczy dłońmi i zaczął całować w kark. 
- Panie redaktorze, jednak udało się panu wcześniej wyrwać. - Paweł nic mi nie odpowiedział, delikatnie przymknął mi powieki, odwrócił fotel i zaczął mnie całować. To nie był Paweł! - Co ty sobie wyobrażasz?! - Odepchnęłam Radzimira z całej siły, wstałam z fotela i poprawiłam fryzurę, jakby to ona była teraz najważniejsza. 
- Chciałem ci tylko przypomnieć, jak było nam miło. - Uśmiechnął się do mnie. Jego czekoladowe oczy mnie hipnotyzowały, ale na chwilę obecną byłam całkowicie odporna na ich urok. 
- Wynoś się stąd, bo zawołam ochronę! - Zamiast ruszyć w kierunku drzwi, zaczął się zbliżać do mnie. Do perfekcji opanował technikę utrzymania wzroku, nie potrafiłam oderwać się od jego oczu. Gdy potknęłam się o fotel, w mgnieniu oka mnie złapał i przytrzymał
- Jeszcze za mną zatęsknisz. Jeszcze będziesz moja. - Pocałował mnie szybko, po czym posadził na fotelu i opuścił mój gabinet. Boże raz zbłądziłam, a teraz będę pokutować całe życie. 

Kamila:
- Kama! Kamila! Kochanie! Co się dzieje? - Jest jednak gorzej niż myślałam. Słyszałam go. Słyszałam Rafała. Otwarłam oczy i stał przede mną. Mój kochany, ubrany w nieco za duży, nieco ubrudzony, ale jakże seksowny dres. Koszulka opinała się na jego lekko spoconej klatce piersiowej, miałam ochotę ją zedrzeć z niego, ale uzmysłowiłam sobie, że to zjawa. Mój Rafał mnie porzucił. I znów zaczęłam płakać. - Kamila cholera jasna! Co się z tobą dzieje? Co to za butelki walają się po mieszkaniu! Kaśka! - Dotknęłam mojej zjawy, by ją odepchnąć, ale moja zjawa była z krwi i kości! Cholera to Rafał! Syn marnotrawny wrócił! 
- Ja cholera? Ja? To gdzie ty byłeś?! - Zaczęłam krzyczeć przez łzy. - Najpierw czekałam na ciebie na lotnisku ja ta kretynka! Później przyjeżdżam do pustego mieszkania! Dosłownie pustego! I co to ja jestem cholerą? JA! Ty jesteś....! - Nie zdążyłam dokończyć, bo Rafał wziął mnie w ramiona i pocałował, nie namiętnie, ale kojąco, uspokajająco. - Dlaczego mnie porzuciłeś? - Spytałam już spokojniejsza.
- Kochanie, jakie porzuciłeś? Przecież nagrałem ci się na pocztę, że popsuł mi się samochód w drodze na lotnisko i nie zdążę cię odebrać. 
- Ale jak to? - Poczułam się jakbym oberwała patelnią w głowę. - Ale puste mieszkanie... ale ... ale że jak? - Wino swoją drogą, ale coś tu nie pasowało. 
- Zaraz ci wszystko wytłumaczę. Najpierw jednak moja pijaczko, zmyj make-up, weź prysznic, wskocz w trampki i dres. Obiecuję, że wszystko ci wyjaśnię. 
Godzinę później siedziałam w pożyczonym od Marka BMWx6. Po półgodzinnej podróży zatrzymaliśmy się w nowopowstałej dzielnicy willowej przed uroczym domem. 
- Rafał, o co chodzi? Co my tu robimy? 
- Kochanie, od dwóch tygodni kończę remontować i przenosić tu nasze rzeczy, a dziś po drodze najpierw utknąłem w korku a później nasz samochód zgasł i nie mógł ruszyć, dlatego nie mogłem cię odebrać i nagrałem ci się na pocztę. Ale to nie ważne! Witaj w domu!

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 24

Nina:
Obudził mnie dźwięk przychodzącego sms-a. No to już sobie pospałam. Świetnie… jest siódma rano! Och. Wzięłam telefon z szafki nocnej i odczytałam wiadomość:
Andrzej:
- Dzień dobry kocham Cię!
Ja:
- Czemu mnie budzisz pajacu jeden! Też Cię kocham! :*
Andrzej:
- Bo widzisz Wasilewska trochę stęskniłem się i chciałem od Ciebie usłyszeć coś miłego i co mnie trochę rozpali… :D
Ja:
- Tempo globalnego ocieplenia w ciągu ostatniej dekady wzrosło niemal dwukrotnie w stosunku do oczekiwań :P
Andrzej:
- Zdecydowanie to jest to, na co miałem ochotę. Dzięki czarownico! :(
Ja:
- Proszę bardzo moje maleństwo ;) 
Andrzej: 
- Za maleństwo i  za nie wykonanie prawidłowo mojej prośby foch! 
Już nie odpisałam na sms-a ukochanemu. Trudno Jak się obraził to niech się teraz obraża sam w samotności. Poszłam zaparzyć kawę i około 10 wszystkie razem wybrałyśmy się za zakupowe szaleństwo. Tak jak obiecałam zjadłyśmy pyszne śniadanie u Tiffany-ego, które składało się z croissanta i małej czarnej. Po skonsumowanym posiłku poszłyśmy obejrzeć biżuterię wybraną przez Eliego do sukni panny młodej. Nie tylko Kama wyszła od sklepu jubilerskiego z pięknymi turkusowymi torebkami. Razem z Anetą kupiłyśmy diamentowe kolie, które będą pasować do naszych sukien. Wieczorem Thomas odwiózł nas na lotnisko, z którego poleciałyśmy do słoneczniej Kalifornii. Zatrzymałyśmy w domu mojego i Andrzeja przyjaciela - Radzimira…

Kamila:
- Jaki piękny dom! Mówiła Aneta zwiedzając każdy zakamarek domu. - Do tego bardzo gustownie urządzony. Dodała.
- Nina czyj to dom? Zapytałam.
- Znajomego Endrju. Odpowiedziała dodając od razu. - Szykujcie się, bo idziemy na imprezę, która odbywa się tu co roku. 
- Dlaczego od razu nic nie powiedziałaś! Dodałam biegnąc już w stronę łazienki, by wziąć pysznić.
Po dwóch godzinach wszystkie byłyśmy gotowe i udałyśmy się na imprezę! Wróć to była gala! Coś cudownego…. kelnerzy w garniturach, szampan lejący się sumieniami, wytworne jedzenie i piękna  klasyczna muzyka. 

Aneta:
Gdy rozmawiałam z Niną podszedł do nas jakiś mężczyzna ubrany w dobrze skrojony frak.
- Dobry wieczór Nina.
- Oooo Jack jak miło Cię widzieć! Aneta poznaj Jacka. Powiedziała do mnie przyjaciółka przedstawiając mężczyznę.
- Jestem Jack. Jak Ci się podoba Kalifornia i dom mojego najlepszego przyjaciela Radzimira? Powiedział Jack.
Że co!!!?? Ten znajomy Andrzeja, u którego się zatrzymałyśmy to dom Dębskiego? Z transu wyrwało mnie lekkie szturchnięcie Ninę.
- Yyy miło mi Aneta. Powiedziałam. - Nina mogę na chwilkę Cię porwać? Dodałam patrząc błagalnym wzrokiem na moją małą czarownicę.
- To my na chwilkę przepraszamy. Powiedziała Wasilewska, która od razu ze mną udała się na plażę.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś o tym, że to dom Dębskiego? Zapytałam przyjaciółkę.
- Bo wiedziałam jak zareagujesz. Kochanie jego tu nie ma więc spokojnie wyluzuj się. Powiedziała u udała się do Kamy, która tańczyła już na parkiecie.
Po wspaniałym wieczorze i kawałku nocy wróciłyśmy zmęczone do domu. Jutro w południe mamy samolot do Australii więc czas się wykąpać i iść spać, bo nie mam zamiaru wyglądać jak zombie. Wzięłam długą relaksującą kąpiel w wannie i myślałam o Radzimirze… Może to jakiś znak? Zastanawiałam się. Po chwili namysłu postanowiłam, że „niechcący” zostawię w sypialni jeden kolczyk. Zobaczymy czy jesteśmy sobie pisani czy nie.  

Kamila:
- Jeszcze pół godziny i będziemy lądować w Sydney. Usłyszałam, jak Aneta szeptała do Niny. One oszalały w dwa tygodnie zwiedzę z nimi cały świat! To jest szalone! I totalnie w ich stylu! Niech no pojawi się jakaś inna przyszła panna młoda, która tak spędza swój panieński! 
- Oooo co ja widzę, Kama już nie śpisz? - Nina zagadała do mnie z sennym uśmiechem.
- Nie... Tyle emocji, cały czas w biegu... Dziewczyny ja za tydzień będę już mężatką! Za równy tydzień! Mam wyrzuty sumienia, że zostawiłam z tym wszystkim Rafała... 
- Kamila, weź się nie wygłupiaj. Od Waszych zaręczyn nie sypiałaś tylko cały czas praca i organizacja. Wszystko zostawiłaś mu podane na tacy, ma tylko dopilnować kilku szczegółów. A teraz jest czas dla ciebie, byś w swoim dniu wyglądała zjawiskowo! - Dodała z uśmiechem Aneta. 
- Ale ja już za nim tęsknię... - Nie chciałam by zabrzmiało to jak wyrzut do dziewczyn, bo bawiłam się świetnie, ale tęsknota już się odzywała. Nie pamiętam, kiedy ostatnio nie widziałam go ponad 3 dni a co dopiero dwa tygodnie. 
- Kochanie, jeszcze 5 dni i go zobaczysz! - Powiedziała Nina - Zresztą, to że nie szykujemy się z Andzią do ślubu nie znaczy, że nie mamy za kim tęsknić. 

Aneta:
Pierwszym punktem wycieczki zaplanowanym po odespaniu był najsłynniejszy ogród zoologiczny Taroonga, następnie shoppng na wieczorne wyjście, kolacja na Sydney Tower i koncert w Sydney Opera House. Upewniłam się tylko, czy ze wszystkich miejsc dostałam potwierdzenie, kierowca ma po nas przyjechać o 10:00, czyli przed nami jeszcze kilka godzin snu. Zerknęłam na drzwi od sypialni dziewczyn - światła pogaszone. Czyli jak zwykle, tylko ja miałam problemy ze zmianą strefy czasowej. Weszłam więc na maila, sprawdzić, jak idą sprawy organizacyjnej gali, czy dokumenty dotyczące nowej kampanii zostały podpisane przez kontrahentów i czy telewizja beze mnie nie padła. To był szalony pomysł, by porzucić wszystko na taki długi okres czasu. Co zrobię, jak wyjadę na miesiąc poślubny? Uśmiechnęłam się do swojego pierścionka zaręczynowego. Podniosłam wzrok na ekran, taaaa 15 godzin lotu, czyli jakieś 20 godzin bez sprawdzania skrzynki a tu 38 maili. Sprawdzę tylko te najważniejsze. Moją uwagę przykuł mail od Radzimira - w temacie napisał "Problemy weselne". Cholera, jeśli wywinie nam numer i nie zagra na weselu Kamili to obiecuję, że mu nogi z dupy powyrywam! Szybo otwarłam wiadomość. 
"Witaj moja Piękna, 
Nie wiem, gdzie los Cię teraz rzucił, ale mamy mały problem z weselem Kamili. Nie podałaś mi piosenki na pierwszy taniec. Wszystko inne mamy już w orkiestrą dograne. Czekam niecierpliwie na Twą odpowiedź. 
PS 
Miałem okazję na małe tete-a-tete z Twoim narzeczonym. 
Twój R." 
Damn it! Ciekawe kiedy z nim rozmawiał i o czym! Zerknęłam na telefon, ostatnia wiadomość od Pablo sprzed dwóch godzin, mail od Radzimira sprzed 5... Uffff...Chyba nic mu nie powiedział. 

Nina:
- Wszystko pięknie! Ale nie było wronek! - Męczyłam się właśnie z zamkiem od czarnej, krótkiej, dość obcisłej sukienki, w biegu zakładałam moje louboutiny i już biegłam do czekających na mnie dziewczyn. 
- A co ty jesteś za zamknięciem wronek do klatek? - Uśmiechnęła się Aneta.
- Nieeeee, ależ skąd! Jestem za ich zaobrączkowaniem i w ten oto sposób pozbawienia wolności na wieki. Odpowiedziałam siląc się na powagę, widząc jednak kpiące miny Anety i Kamy nie wytrzymałam i też parsknęłam śmiechem. 
- Ok, chodźcie szybko, bo nie możemy sobie pozwolić na opóźnienia dzisiaj! Pogoniła nas Aneta.
- Ale to dokąd jedziemy? Spytała się Kamila, biedna jest już z nami półtora tygodnia i jeszcze nie straciła nadziei na to, że powiemy jej o naszych planach. Spojrzałyśmy tylko na siebie z Anetą znacząco, pokiwałyśmy głową i wepchnęłyśmy naszą Pannę Młodą do windy. 

Kamila:
- Widok z Sydney Tower zapierał dech w piersiach, kolacja wyśmienita! Ale gdzie my jedziemy? I dlaczego stoimy w tym korku?! Jest taka piękna pogoda może sie przejdziemy? - Wiem, wiem już troszkę marudziłam, ale od 40 minut stałyśmy w korku i nie przejechałyśmy więcej niż 300 metrów, chwała Panu za limuzynę i szampana. Nina i Andzia wydawały się niewzruszone. Kazały mi się dzisiaj ubrać elegancko, ale bardziej wyzywająco niż zwykle. Wasilewska miała na sobie krótką, obcisłą czarna sukienkę, na którą narzuciła skórę, do tego czerwone szpilki od louboutina, czerwona szminka i przy jej uroczych lokach więcej nie trzeba było robić. Aneta postawiła na sukienkę w stylu retro z frędzlami, która w połączeniu ze skórą, czarnymi szpilkami i fuksjową szminką nabrała silniejszego wyrazu. Ja ostatecznie zdecydowałam się na rozkloszowaną czarną sukienkę z bordową skórą, włosy spięłam w wysoki kucyk. Jedno jest pewne, te dwa tygodnie mocno wzbogaciły moją szafę. 
- Kamila, spokojnie! Trzeba postać w korku, by dostać się na wydarzenie roku! Puściła mi oczko Nina.
- Spokojnie, napij się z nami i ciesz się wieczorem! - Aneta podała mi kieliszek szampana.

Andrzej: 
- Halo, halo Pablo? 
- No co tam Endrju? Usłyszałem głos przyjaciela w słuchawce.
- Bo wiesz co tak miałem trochę czasu, tak rozmyślam o tych naszych podróżniczkach, o tym, że za tydzień ślub... i że nie pomyśleliśmy o kawalerskim! 
- O kurde musimy coś wykombinować dla Rafała! Wiesz co, spotkajmy się dziś wieczorem, bo teraz jadę na zdjęcia!
- Ok, to może tym razem u Ciebie o 20:00? Zapytałem z nadzieją w głosie, moje zdolności kulinarne są na równi prawie mojej Czarownicy, za to Paweł z Aneta wręcz czarują w kuchni. 
- Czyżby, pustki w lodówce? Usłyszałem rozbawiony głos Pawła.
- Haahaha, jak nie to nie. Udałem urażonego.
- Nie wygłupiaj się! Upichcę coś, to wpadaj! Teraz kończę, bo pani producent się krzywo na mnie patrzy. 
- Przypomnij jej, że jedno słowo do twej narzeczonej i tu nie pracuje. 
- Hahaha! Pa Wroniasty!
- Eeeeeeej! Z kim mnie zdradzasz? Właśnie wrócił do stolika Karollo.
- Ciebie, tylko z Pawłem mogę zdradzić. Wyszczerzyłem zęby. - Dobra co zamawiamy na lunch, bo padam z głodu! 
- Co to jakiś męski wieczór? - Karol drążył temat. Nie chciałem, by poczuł się dotknięty, ale on nie zna się z Rafałem i Kamą, więc nie dostali zaproszenia na ślub a planowanie kawalerskiego też w takim razie nie powinno zaprzątać mu głowy. 
- Musimy z Pawłem się wspierać, skoro nie mamy narzeczonych od dwóch tygodni. - Rzuciłem bez zastanowienia, pożałowałem gdy tylko ujrzałem minę Karolla.
- No ok, ok. Jak macie chcicę to nie będę przeszkadzał. Ja się w takie perfidie nie bawię. Wolę Oleńkę. - Iwyszczerzył się do mnie. 
- Głupi jesteś! Rzuciłem w niego zwiniętą serwetką. - Wieczór kawalerski Rafała musimy zaplanować. 
- Oooooo... Taka impreza mnie ominie... - Spojrzał smutno, spuścił wzrok, po czym spojrzał na mnie oczami kota ze Shreka - Ale Ty i Pablo zaprosicie mnie na swój ślub? 
- Hhahaahah! Stary ale my z Pawłem ślubu nie planujemy! 
- Ej... Znaczy Twój i Niny, no i Pawła i Anety... Bo ja bym tak potańczył... - Rozbawił mnie równo. I wpadliśmy na genialny pomysł dotyczący wyzwań ślubnych. Kłos vs Wrona wracają do łask.

Aneta: 
- Ja nie chcę wracać! - Wasilewska siadła po turecku na środku salonu.
- Wasilewska zbieraj te pośladki z podłogi i marsz do limuzyny! Jak nie zdążymy na samolot to zawalimy ślub Kamy i nie zobaczysz Wrony! - Próbowałam podnieść Ninie z podłogi, ale ta jakby się do niej przykleiła.
- Ale tu jest, słońce, plaża, drinki, piękne męskie klaty! - Biadoliła Nina.
- Misiu, a w limuzynie jest nasza przyjaciółka, która już nie może się doczekać, by zmienić swoje nazwisko! 
- No ok... Ale zdecydowanie trzy dni na australijskich plażach to za mało! - wstała i ruszyła z założonymi rękami na piersiach, jak obrażona 5-latka w kierunku windy.
- Miś, przed nami jeszcze dwa wieczory panieńskie, zobaczymy, gdzie nas los rzuci. - Pocałowałam ją w policzek i szybko nacisnęłam przycisk -1.






Rozdział 23

Aneta: 
- Nie ma to jak po tak męczącym dniu sączyć drinka! - Uśmiechnęłam się do dziewczyn.
- Tak męczące dni to ja mogę mieć codziennie! - Odpowiedziała Nina.
- A właśnie moja droga! Skoro już obroniłaś specjalizację, może czas pomyśleć o twojej wymarzonej klinice! - Spojrzała na nią znacząco Kama.
- Myślę cały czas, mam już plany architektoniczne, mam pieniądze, Aneta szuka dodatkowych dotacji, poszukuję  i zbieram już kadrę. Wiem, że będzie to klinika sportowa oraz dla osób z chorobami serca, ale ciągle zastanawiam się nad miejscem. Województwo mazowieckie, łódzkie i śląskie ma przesyt klinik. Zastanawiam się nad górami... Tam Andrzej mógłby pomyśleć o założeniu klubu siatkarskiego, a może nawet drugiego Ośrodka Szkoleniowego... ale póki co go to nie przekonuje. Zresztą musimy się ustabilizować, by móc myśleć o takich inwestycjach. - Dodała Nina.
- Decyzja jakby nie było na całe życie. - Stuknęłam kieliszki dziewczyn. - Za nasze wszystkie marzenia, te spełnione, które się spełniają i dopiero spełnią. - Ledwo upiłam łyk drinka, gdy zawibrował mój telefon. Obcy numer, odczytałam smsa "Nie naciskam, ale będę o ciebie walczyć. Spotkajmy się po twoim powrocie. A teraz podbijaj świat i łam męskie serca. R."
- Aneta, co to za mina? Spytała Kama.
- Nic, nic. - Skasowałam szybko sms'a i wróciłam do zabawy z dziewczynami. Nim będę się martwić, po powrocie do Warszawy. Teraz muszę mu tylko wysłać muzykę, która ma być oprawą wesela naszej panny młodej.
- A zdradzicie mi, gdzie teraz płyniemy? Spojrzała na nas oczami ze Shreka Kama.
- Kochanie, a wiesz co się ciekawskiemu stało? Spytała uśmiechnięta Nina.
- Co? 
- Nos mu urwało! - Wasilewska, dała nam buziaka w policzek. - A teraz moje drogie idziemy spać, by jutra łamać serca kolejnym przystojniakom. 

Kamila:
- Maroco?! Boże dziewczyny, czym wy mnie jeszcze zaskoczycie? Rzuciłam się na nie. Kto to widział, by tak spędzać "wieczór panieński"? A mój Rafał siedzi biedny w stolicy.
- Kama, masz już w co się ubrać, ale nie zapominajmy, że najbardziej wyczekiwanym momentem po ślubie, jest moment zrzucenia z siebie wszystkiego, a musisz wyglądać jak bogini! - Znacząco uśmiechnęła się Aneta.
- Więc na dziś zaplanowałyśmy dla ciebie: kąpiele w mleku kozim, peeling cukrowy, masaże, nacieranie olejkami z róży marokańskiej i zakupy kosmetyków. Szybko dodała Nina.

Nina:
- Maaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaamo! Ręce, które leczą! Zwróciłam się do Andzi leżącej na kozetce obok mnie.
- O tak... Nasz masażysta do stóp nie dorasta Rajowi. 
- Jak myślisz, jakbym opłaciłam Andrzejowi kurs opanowałby tą sztukę? Rozmarzyłam się.
- Obawiam się, że talent przekazywany jest w  genach. - Aneta zniszczyła mój misterny plan. 
- To nie pozostaje mi nic innego, jak porwać Raja do Polski. - Obie się roześmiałyśmy - Tylko będę go musiała trzymać w ukryciu, z tak seksownym ciałem i opalenizną zaraz wszystkie Polki spragnione południowej urody chciałyby mi go ukraść. 
- Ale moja żona by beze mnie nie wytrzymać. - Moje mrzonki po raz kolejny zostały przerwane, tym razem przez Raja, Andzia się zaśmiewała.
- Przepraszam... To pan mówi po polsku? Ja tak... Pan wie... - Zaczęłam się plątać.
- Pani spokojna i się rozluźni. Moja żona polka. Anna. Blondynka, piękna kobieta. Ona uczyć mnie polski. - Skryłam twarz w poduszeczce, by nie widzieć rozbawionej miny Anety, jak zwykle coś. 

Aneta: 
- Paweł mnie z domu wyrzuci, jak zobaczy te wszystkie flakoniki. Spojrzałm na dwie ogromne torby ustawione przed sobą. 
- Dobrze, że nie mieszkam z Endrju. Zerknęłam na Ninę i trzy torby, które właśnie ekspedientka ustawiała przed nią.
- Jak się wrzuca do koszyczka to tak tego nie czuć. Dodała Kama, która jednak przebiła nas, mając przed sobą pięć eleganckich torebek. 
- Kamila, co to zapas na dwa lata? Uśmiechnęła się do niej Wasilewska.
- Nieeee... Wybrałam kilka rzeczy dla Rafała, Wiktorii, mamy... - No tak, cała nasza Kama, jak zwykle myśli o wszystkich.
- No nic, Gerome da radę, jakoś to przetransportować do Warszawy. 
- Jak to Gerome? Spojrzała na mnie podejrzanie Kamila.
- A ty myślałaś, że to koniec wycieczki? Uśmiechnęłam się do dziewczyny.
- Nie no... Myślałam, że wracamy do Marsylii. Wymieniłyśmy z Wasilewską porozumiewawcze spojrzenie. 
- Miś, to dopiero początek. - Rzuciła Nina.
- Georme, zabiera nasze zakupy, przywozi walizki a my ruszamy na podbój świata! Zawyrokowałam . 

Kamila: 
- Już, już... - Odpowiedziałam ponaglającej mnie Ninie. - Jeszcze tylko nadawca i mail do Rafała poszedł!  Done! Powiedzcie mi teraz, gdzie mnie zabieracie! 
- Tam, gdzie Cię jeszcze nie było! - Odparła Aneta.
- Nie, nie! Zabierz to ode mnie! - Zobaczyłam Ninę z atłasową opaską.
- Nina, ciekawe gadżety macie z Andrzejem. - Aneta próbowała rozładować sytuację.
- Nie założę tego! - Próbowałam stawić opór, ale na nic mi się to zdało. Aneta mnie przytrzymała a Nina założyła opaskę. Zerknęłam szybko jeszcze na tablicę odlotów.  W przeciągu najbliższej godziny miały się odbyć dwa jeden do Londynu, drugi do Nowego Yorku. Ciekawe, gdzie się obudzę.

Andrzej:
Obudziłem się z ogromnym bólem głowy. Kiedy skierowałem się w stronę kuchni po jakąś wodę zauważyłem Pawła śpiącego na kanapie i Karola, który położył się w łożu Antosia. Nie myśląc dłużej zrobiłem zdjęcie przyjacielowi i dodałem na instagram z podpisem „Karollo i jego psie zapędy” .
- Ja pierdykam moja głowa. Usłyszałem głos Pawła.
- Chcesz wody? Powiedziałem do przyjaciele.
- Nawet nie pytaj się. Suszy mnie jak nie wiem co. Ile wczoraj wypiliśmy?
- Nie mam pojęcia ale po obserwacji Karollo stwierdzam, że trochę przeholowaliśmy. 
- Haha czy ja dobrze widzę? To łoże Antka? 
- Teraz już Karola. Odpowiedziałem i razem z Pablo zaczęliśmy się śmiać.
Udaliśmy się do kuchni, by zrobić coś do jedzenia. W wyniku tego, iż nie miałem czasu na jakiekolwiek zakupy wypadło na jajecznice, bo akurat jajek miałem pod dostatkiem. 
- Kto to był ten Radzimir? Powiedział Paweł.
- Mój dobry znajomy. Będzie grał na weselu Rafała.
- A, bo wiesz wydaje mi się, że już gdzieś go widziałem.
- Bardzo możliwe. Dębski to osoba medialna z resztą tak samo jak Ty czy ja. Odpowiedziałem, by nie drążyć bardziej w temat Dębskiego. - Byłbym zapomniał nasze ukochane właśnie lecą do Nowego Jorku. 
- Jeszcze tam ich nie było…. Oszalały. Kto normalny wymyśla takie podróże… 
- Nasze ukochane! Odpowiedziałem. - Mówiła Ci może Aneta kiedy wracają?
- Coś o środzie wspominała, ale nie jestem pewny na 100 procent, a co?
- Bo widzisz… Przed wyjazdem dziewczyn oświadczyłem się Ninie i chciałem zrobić jej jakąś niespodziankę po powrocie.
- Niespodziankę… wczoraj w telewizji obiło mi się o uszy, że ma odbyć się specjalny koncert, na którym gościnnie wystąpi Adam Levine. 
- Tak to jest to! Idealnie ona go uwielbia! Muszę jak najszybciej załatwić bilety. Powiedziałem podekscytowany.
- Nic nie musisz dam Ci moją wejściówkę i gotowe! 
- Dzięki stary! Powiedziałem i nałożyłem nam jajecznicę na talerze.

Nina:
- Nareszcie wylądowałyśmy. Powiedziałam.
- Ooo tak… mimo, że to business class to i tak mam już dosyć. Odpowiedziała Aneta.
Po szybkiej odprawie odnalazłam w tłumie Thomasa, który był tak jakby kierowcą, ochroniarzem, przyjacielem itp.
- Nina witaj. Przywitał mnie Thomas całując w rękę.
- Dzień dobry. Poznaj moje przyjaciółki. Przywitał się z każdą z osobna i odebrał od nas bagaże. 
Wyjechaliśmy z JFK największego lotniska w Ameryce i skierowaliśmy się do mojego apartamentu w samym centym  Manhattanu, a tak dokładnie na Upper East Siders.
- Nic nie mówiłaś, że masz apartament obok Central Parku. Powiedziała Kama.
- Oj przepraszam. Powiedziałam posyłając jej uśmiech. 
Podjechaliśmy po budynek, Thomas zaparkował w podziemnym garażu Lincolna i udał się razem z nami windą do mojego mieszkania.
- Jejku jak tu pięknie…. Odpowiedziała Aneta.
- A ten widok! Dodała Kama.
- Dziewczyny czas do łóżek jest grubo po trzeciej, a my musimy jutro wstać, by zwiedzać! Odpowiedziałam oprowadzając jeszcze przyjaciółki po mieszkaniu. 

Kamila:
Kolejny maraton przed nami. Zwiedziłyśmy dzisiaj cały Nowy York a teraz szykujemy się i idziemy do Radio City na Barbra Streisand Cover. Thomas zawiezie nas i odwiezie, bo Nina nie chce sobie zedrzeć obcasów, w sumie ja też się cieszę, że jedziemy samochodem. Przez dzisiejsze zwiedzanie nie czuje nóg.
- Ok dziewczyny zbieramy się! Zarządziła Nina.
- Już tylko wezmę torebkę z sypialni. Odpowiedziała Aneta.
- Ja już gotowa. Odpowiedziałam przywołując windę dla naszej trójki.
Zjechałyśmy na parking i od razu wsiadłyśmy do samochodu. NY nocą jest taki magiczny. 

Aneta:
Po spektaklu Nina uparła się, że zabierze nas do jej ulubionej restauracji - Hard Rock Cafe, która mieściła się w samym centrum Time Square. Po wspaniałej kolacji udałyśmy się do mieszkania wzbogacone o kilka kalorii więcej.
- Dziewczyny jak tak dalej pójdzie to nie zmieszczę się w swoją sukienkę ślubną. Powiedziała Kama przyglądając się w dużym lustrze.
- Zmieścisz się spokojnie. Jutro idziemy na shopping! Powiedziała Nina.
- Mmmm zakupy! Powiedziałam.
- A i byłabym zapomniała, jutro jemy śniadanie u Tiffany-ego! Dodała Wasilewska.
- Ale jak to śniadanie, przecież to jest sklep jubilerski. Zaskoczona spytała Kama.
- Normalnie. Zadzwoniłam do Lucasa, który jest tam menadżerem i wszystko jest już załatwione. Więc bez spiny moja kochana. Nalała nam Chateau Cantemerle i podała mnie i Kamie. - Za naszą przyjaźń! Dodała Nina.
- Za przyjaźń. Odpowiedziałyśmy z Kamą.
Po wybiciu całej butelki naszego ulubionego wina udałyśmy się do sypialni. Ja przez tą zmianę czasową nie mogłam zasnąć wiec postanowiłam jeszcze zadzwonić do Pablo.
- Hej słońce. Dlaczego jeszcze nie śpisz, przecież u was jest trzecia w nocy.
- Nie mogę zasnąć. Tęsknię już za tobą. Powiedziałam do słuchawki wyobrażając sobie Pawła siedzącego przed kuchennym blatem popijając kawę.
- Ja też skarpie, ale już niedługo znowu będziemy się widzieć. Odpowiedział mężczyzna. - A teraz idź spać, bo nie wstaniesz, a jak znam Wasilewską pogoni was nieźle jak już tego nie zrobiła. Usłyszałam śmiech ukochanego.
- Dzisiaj zwiedzałyśmy, a jutro zakupy. Kocham Cię. Pa. 
- Ja też. Pa!
Po zakończonej rozmowie nareszcie udało mi się zasnąć.

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 22

Wojtek:
Tak smacznie sobie spałem dopóki ktoś nie wybudził mnie ze snu. Kto ma czelność dzwonić do mnie w południe gdy mam dzień wolny! Spojrzałem na wyświetlacz, na którym widniał napis Nina. Zdziwiony od razu nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Halo? Odpowiedziałem jeszcze zaspanym głosem.
- Wojtek! Jak dobrze, że odebrałeś. Nie wyobrażasz sobie co się stało! Zaczęła słowotok Nina, który musiałem przerwać bo nic nie dało się zrozumieć.
- Ej spokojnie! Powoli mów bo nic nie zrozumiałem co mówiłaś wcześniej. Od początku. Kiedy skończyła opowiadać o swojej tak powiem chorej sytuacji wszedłem na popularną stronę plotkarską, na której pierwszy tytuł jaki rzucił był o mojej przyjaciółce, a brzmiał on tak „ Słynny siatkarz Bartosz Kurek zdradza swoją żonę w Marsylskim klubie z narzeczoną najbardziej pożądanego przez wszystkie kobiety siatkarza Andrzeja Wrony”.
- Nina już na wszystkich portalach piszą o Tobie i Siuraku… 
- Wojtek ale to nie było tak! Widzisz, że nawet nie całujemy się na tym zdjęciu!
To fakt Wasilewski nie całowała się z nim. Ich usta były blisko siebie i na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że oni się całują, ale po przeanalizowaniu dokładniej zdjęcia można zaobserwować wściekłą minę dziewczyny, która już szykuję rękę do uderzenia faceta.
- Ninuś daj może ochłonąć temu imbecylowi i wróć do świętowania panieńskiego Kamy. 
- Wojtuś, a możesz pojechać do Warszawy i z nim porozmawiać? 
- Zwariowałaś! Nina on mnie wywali zza drzwi. Wrona jest cholernie o Ciebie zazdrosny i jeszcze jak ja też się tam pokaże to całkowicie oszaleje.  
- Masz rację, dobra Wojtek kończę, a Ty pozdrów ode mnie swoją mamę. Pa!
- Pa! Pozdrów dziewczyny. Powiedziałem i się rozłączyłem. Nie wiem co mam myśleć o tej całej sytuacji. Może zadzwonię do Karola? Nie może lepiej nie. Oni muszą to sami załatwić między sobą. 

Nina:
Po zjedzeniu lynchu na którym każda z nas opowiedziała dokładnie co wydarzyło się nam dzisiejszej nocy udałam się sama na spotkanie z Radzimirem. Aneta wykręciła się migreną i tym, iż musi jeszcze pozałatwiać kilka spraw związanych z hotelem. Nie powinnam kierować się moimi zapędami do swatania. Już kiedyś popełniłam ten błąd i teraz znów… Chyba nigdy się nie nauczę, ale dosyć tego czas znaleźć miejsce na parkingu i udać się na umówione spotkanie. Po znalezieniu całkiem przyzwoitego miejsca wysiadłam z gracją i udałam się do pobliskiej kawiarni. Wchodząc od razu zauważyłam siedzącego już Radzimira, który delektował się bursztynowym trunkiem. 
- Cześć. Powiedziałam uśmiechając się.
- Ooo cześć. Jak tam?
- Po staremu. Odrzekłam przeglądając menu. 
- Czy ja słyszę w Twoim głosie smutek? Powiedział zaciekawiony muzyk.
- Nic poważnego pokłóciłam się z Andrzejem. 
- Jeśli chodzi o Andrzeja to poważnie. Mogę jakoś pomóc? 
- Nie i nie zagłębiajmy się bardziej w to, lepiej zabierzmy się za organizacje wesela Kamy. Odpowiedziałam posyłając mężczyźnie słaby uśmiech. Jedyny na jaki było mnie stać w tej chwili.
- Dobrze uparciuchu jak sobie życzysz. A więc tak...
Po zakończeniu naszych ustaleń dotyczących ślubu mojej przyjaciółki Dębski postanowił wypytać mnie o Anetę.
- Jak myślisz mam jakikolwiek szanse u niej?
- Masz ale nie jestem pewna czy zdołasz coś wskórać. Andzia po ostatnim spotkaniu z Tobą zaszyła się tu w Marsylii, by wszystko przemyśleć. Ona nadal kocha Pawła. 
- Kurwa zawsze tak jest! Jeżeli człowiek spotka swoją miłość na drodze i tak znajdzie się jakaś przeszkoda. W tym wypadku musi być ten cały Paweł. Nina ja nie poddam się tak łatwo. Za długo szukałem swojej miłości życia, by teraz się poddać.
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć. Ja już nie będę się w to mieszać. Wybacz. Powiedziałam i wyszłam z kawiarni by jak najszybciej odjechać z piskiem opon do hotelu. Wchodząc do hotelu napotkałam Kurka siedzącego naprzeciwko recepcji, który na mój widok od razu podszedł do mnie.
- Nina możemy porozmawiać? 
- Bartek o czym Ty jeszcze chcesz rozmawiać?! Przez Twoje wczorajsze zachowanie prawdopodobnie straciłam miłość swojego życia. Zadowolony?! 
- Przepraszam Cię to było pod wpływem alkoholu i tego, że się dawno nie widzieliśmy i uczucia, które nasiliły się z podwojoną siłą na Twój widok. Przepraszam jeszcze raz. Powiedział Kurek niebezpiecznie przybliżając się do mnie.
- Nie dotykaj mnie! Nie chcę Cię więcej widzieć, a teraz wybacz ale muszę się jeszcze spakować bo wieczorem wyjeżdżam. Powiedziałam kierując się w stronę windy, która na moje szczęście właśnie się otworzyła.

Kamila:
- Dziewczyny ja już jestem gotowa. Odpowiedziałam zakładając mój słomkowy kapelusz na głowę.
- My też. odpowiedziała Aneta zakładając okulary.
- Widziałyście mój telefon?! Kto mógł to powiedzieć jak nie nasza zawiana Nina.
- Wasilewska trzymasz go w dłoni! Powiedziałam powstrzymując się by nie wybuchnąć ze śmiechu.
- Ej to nie jest śmieszne! Powiedziała oburzona Nina. -  Nie jednak jest. Dodała i zaczęłyśmy się wszystkie śmiać.
Nasz kierowca odwiózł nas do portu morskiego.Wsiadłyśmy na duży pasażerski prom wyposażony w luksusy najwyższej klasy, który płynie do Mediolanu. W środku znajduje się ponad 1500 kajut, które w rzeczywistości są luksusowymi apartamentami, baseny, 12 restauracji, 13 barów, kino, spa, sale konferencyjne, kasyno, sklepy, teatr, boiska sportowe, centrum fitness, ścieżka do biegania, biblioteka. Innym słowem od dziś kocham promy. 
- Co będziemy robić w Mediolanie? Spytałam dziewczyn.
- Jak to co? Zwiedzać, kupować i odpoczywać. Odpowiedziała Aneta.
- Ja już zaplanowałam co idzie na pierwszy odstrzał Accademia Brera, katedra Santa Maria delle Grazie, Zamek Sforzów i kościół św. Ambrożego, który jaki wiecie jest patronem tego cudownego i magicznego miasta. Wtrąciła Wasilewska.
- Mmmm czyli turystki pełną parą! Odpowiedziałam. 

Nina:
- Wiesz, że nie chciałam mieszać? - nie byłam w stanie spojrzeć na Anetę, dryfowaliśmy właśnie wzdłuż wybrzeża, Kama szalała na parkiecie a Aneta nie mogła znaleźć sobie miejsca, postanowiłam za nią pójść i dokończyć naszą rozmowę.
- Wiem głuptasie. Przepraszam za mój wybuch, po prostu nie wiem co robić. Wpadliśmy na siebie znów dziś rano i on stara się po prostu rozwalić wszystko to co miałam ułożone. A jak wczoraj powiedział mi, że maczałaś w tym palce... - Aneta spojrzała się na mnie. - Po prostu mam misz masz w głowie. - Przytuliłam ją.
- Czyli nie mówisz mu nie? - Uśmiechnęłam się.
- Ej! Miałaś się nie mieszać! - Dostałam od niej kuksańca w bok, obie wybuchnęłyśmy śmiechem nie ważne jakbyśmy się nie starały, jesteśmy jak siostry i troska o tą drugą zawsze wychodzi na pierwsze miejsce i nie mieszać się po prostu nie da - Dobra, dobra! Mów co z Endrju! Nie powiem, że nie widziałam plotkarskich portali... Nawet Marco zadzwonił by spytać się co tu się dzieje. 
- Miś, widziałaś przecież co było! A właściwie, że nic nie było... Ale jakaś hotka pstryknęła fotkę, wrzuciła na portal wpis, wysłała do Endrju a temu nie przegadasz. Kurek i Bartman to jego najwięksi wrogowie. Jak Włodiego potrafiłby strawić, tak ta dwójka... 
- Nie martw się! Andrzej, tak jak ty, jest w gorącej wodzie kąpany. Przemyśli to, prześpi się z tym i zobaczysz, że wszystko się ułoży. A teraz parkiet na nas czeka! Nie pozwólmy, by panna młoda wyrwała wszystkie ciasteczka!

Andrzej:
- Ale jak to byłeś tam? - Co on pieprzy? Jak był w Marsylii?
- No Endrju, przecież dałeś mi cynk gdzie znajdę Anetę. Poszedłem do tego klubu, co powiedziałeś, że Aneta was zawsze zabiera, wcześniej jeszcze umówiłem się z Niną. I fakt był tam Kurek, fakt tańczyli, ale faktem jest również jej drobna dłoń odbita na jego policzku, gdy ten spróbował ją pocałować!
- Moja dzielna tygrysica! 
- Debilu! To dlaczego, jeszcze do niej nie dzwonisz?! Andrzej, przecież ona nic nie zrobiła, kocha cię, taka miłość zdarza się raz w życiu! Nie schrzań tego! 
- Dzięki Jimek! Ty zawsze wiesz, jak mnie przeprostować! - Już miałem nalać nam szkocką, by uczcić dobre newsy, gdy usłyszałem dzwonek w drzwiach, zerknąłem na zegarek dochodzi 22:00 cholera byłem umówiony z Pablo i Karollo na mecz. 
- Serwus! Chipsy, piwko i paluszki! Paweł po drodze ogarnie chińczyka! - Od progu radośnie przywitał mnie Karol, muszę jakoś pozbyć się Jimka, dobrze nie będzie, jak pozna Pawła. Nie zdążyłem domknąć drzwi, gdy winda zatrzymała się na moim piętrze i wysiadł z niej Pablo.
- Siemasz Andrzej! Ktoś zamawiał chińczyka? - No to się będzie działo.
- No hej! Ściągajcie płaszcze i chodźcie do salonu. Ja wezmę szklanki z kuchni. A i mamy gościa. - Wyjrzałem zza wyspy, by sprawdzić jak się ma sytuacja. Na szczęście Pablo nic nie wie o Anecie i Radzimirze, jestem ciekawy jak Jimek się zachowa. Nie wiem cholera co robić, Jimka znam już kilka dobry lat, Pawłaa poznałem przez Amy, nigdy nic do niego nie miałem, w sumie to się lubiliśmy. On czasem popykał z nami w siatkę, my z nim w kosza... 
- Endrju, bierz te szklanki, bo zaraz się zaczyna! - Usłyszałem głos Karolla, wszedłem do pokoju no i oczywiście nie miałem, gdzie usiąść, chłopaki na sofie a Antoni na moim fotelu.
- No panicz to się chyba zapomniał, gleba! - Spojrzałem na psiaka, a ten zaczął na mnie warczeć, usłyszałem za sobą śmiech Kłosa.
- Stary, nie stresuj go, bo znów będziesz miał mokro w butach. - Dodał Paweł, każdy z nas zanosił się od śmiechu, tylko Jimek nie był wtajemniczony w zdolności Antoniego, nagle zadzwonił telefon Pawła.
- Eeeeee, panie redaktorze, tylko niech pan nie mówi, że jakiś zamach na prezydenta i musi pan lecieć do pracy! - Spojrzałem na niego groźnie,  w sumie to mu współczułem, nie idzie nic zaplanować. 
- Nieeee, to mms od Anety. - Pokazał nam zdjęcie Andzi, na tle rozgwieżdżonego nieba, przesyłająca buziaka z podpisem "Kocham, uważaj na siebie, Twoja A.". Zerknąłem kontem oka na Jimka.
- Chłopaki zapomniałem, na mnie już pora. Ja wpadłem tu tylko, by przekazać Andrzejowi  ważną wiadomość, na razie! Radzimir zabrał marynarkę i bez pożegnania wybiegł z mieszkania. 

Kamila: 
- A teraz co? - Zachowywałam się jak pięciolatka! zwiedziłyśmy już wszystkie zabytki w Mediolanie, większość butików, ale dziewczyny ciągle miały coś w zanadrzu.
- Teraz kochana! Teraz czas na najlepsze espresso jakie kiedykolwiek piłaś i najlepszą porcję lodów! - Z uśmiechem powiedziała Aneta. Siadłyśmy w małej klimatycznej knajpce, uroczy Włoch podszedł do nas, złożyłyśmy zamówienie i wystawiłyśmy buzie ku słońcu. 
- Wasilewska odłóż ten telefon. - Powiedziałam z uśmiechem. Od południa cały czas wisi na nim, jak na uwięzi. Zaczęła się uśmiechać, ale chciałam mieć ją troszkę dla siebie.
- Tak, jakby godzimy się z Andrzejem! - Powiedziała zdawkowo Nina.
- Tak jakby, seks na zgodę przez telefon, nie daje tej samej satysfakcji, co w realu. - Aneta wyrwała Ninie telefon.
- W realu jeszcze nie próbowałam. - Pokazała nam język Nina.
- A w tesco już próbowałaś? - Spytałam, by pokazać Ninie jaką gafę strzeliła, szczerze się roześmiałyśmy, tylko Nina udawała naburmuszoną, ale w duszy cała  promieniała. Raz dwa pochłonęłyśmy zabójczą liczbę kalorii i ruszyłyśmy w dalszy ciąg podboju Mediolanu. 
- Nie ma sensu o tej porze bawić się w taksówki. Podjedziemy metrem na miejsce. - Zawyrokowała Andzia. Wsiadłyśmy do zielonej linii metra. Jechałyśmy 15 min. Już zapomniałam co to znaczy poruszać się komunikacją miejską latem. Po minach dziewczyn zauważyłam, że nie tylko ja. Wasilewska wstrzymywała oddech, Aneta nonszalancko w coraz większym tempie wachlowała się jakimś damskim żurnalem. Po wyjściu wybuchłyśmy gromkim śmiechem. 
- Never again! Widziałyście ten potok potu spływający, po tym starym Włochu co puszczał do nas cały czas oczko? - Nina ze zniesmaczoną miną, założyła okulary przeciwsłoneczne i ruszyła przed siebie. Ruszyłam za nią. Po czym usłyszałam za sobą śmiech Anety. 
- Miś, ale my w drugą stronę! No chyba, że marzy ci się tatuaż, świeża rybka, lub jakaś przygoda z przemytnikami narkotyków. - Spojrzałam do góry a tam faktycznie znak pokazywał, że droga ta prowadzi do tawerny. Po chwili marszu...
- Tadam Kama! - Aneta zatrzymała się przed ślicznym małym butikiem - Suknia ślubna już powstaje, ale to nie jedyny strój jaki powinnaś mieć na sobie w trakcie ślubu. Zdecydowanie powinnaś pomyśleć o czymś extra. - Wasilewska otwarła drzwi a moim oczom ukazał się salonik z bielizną z włoskiej koronki. Najróżniejsze, przepiękne kompleciki, szlafroczki, koszulki i wszystko z prawdziwej włoskiej koronki. Po chwili dołączyła do nas signiora Francesca, która jest jedną z najlepszych włoskich brafiterek. Po krótkiej rozmowie zabrała mnie do przymierzalni.