środa, 4 lutego 2015

Rozdział 24

Nina:
Obudził mnie dźwięk przychodzącego sms-a. No to już sobie pospałam. Świetnie… jest siódma rano! Och. Wzięłam telefon z szafki nocnej i odczytałam wiadomość:
Andrzej:
- Dzień dobry kocham Cię!
Ja:
- Czemu mnie budzisz pajacu jeden! Też Cię kocham! :*
Andrzej:
- Bo widzisz Wasilewska trochę stęskniłem się i chciałem od Ciebie usłyszeć coś miłego i co mnie trochę rozpali… :D
Ja:
- Tempo globalnego ocieplenia w ciągu ostatniej dekady wzrosło niemal dwukrotnie w stosunku do oczekiwań :P
Andrzej:
- Zdecydowanie to jest to, na co miałem ochotę. Dzięki czarownico! :(
Ja:
- Proszę bardzo moje maleństwo ;) 
Andrzej: 
- Za maleństwo i  za nie wykonanie prawidłowo mojej prośby foch! 
Już nie odpisałam na sms-a ukochanemu. Trudno Jak się obraził to niech się teraz obraża sam w samotności. Poszłam zaparzyć kawę i około 10 wszystkie razem wybrałyśmy się za zakupowe szaleństwo. Tak jak obiecałam zjadłyśmy pyszne śniadanie u Tiffany-ego, które składało się z croissanta i małej czarnej. Po skonsumowanym posiłku poszłyśmy obejrzeć biżuterię wybraną przez Eliego do sukni panny młodej. Nie tylko Kama wyszła od sklepu jubilerskiego z pięknymi turkusowymi torebkami. Razem z Anetą kupiłyśmy diamentowe kolie, które będą pasować do naszych sukien. Wieczorem Thomas odwiózł nas na lotnisko, z którego poleciałyśmy do słoneczniej Kalifornii. Zatrzymałyśmy w domu mojego i Andrzeja przyjaciela - Radzimira…

Kamila:
- Jaki piękny dom! Mówiła Aneta zwiedzając każdy zakamarek domu. - Do tego bardzo gustownie urządzony. Dodała.
- Nina czyj to dom? Zapytałam.
- Znajomego Endrju. Odpowiedziała dodając od razu. - Szykujcie się, bo idziemy na imprezę, która odbywa się tu co roku. 
- Dlaczego od razu nic nie powiedziałaś! Dodałam biegnąc już w stronę łazienki, by wziąć pysznić.
Po dwóch godzinach wszystkie byłyśmy gotowe i udałyśmy się na imprezę! Wróć to była gala! Coś cudownego…. kelnerzy w garniturach, szampan lejący się sumieniami, wytworne jedzenie i piękna  klasyczna muzyka. 

Aneta:
Gdy rozmawiałam z Niną podszedł do nas jakiś mężczyzna ubrany w dobrze skrojony frak.
- Dobry wieczór Nina.
- Oooo Jack jak miło Cię widzieć! Aneta poznaj Jacka. Powiedziała do mnie przyjaciółka przedstawiając mężczyznę.
- Jestem Jack. Jak Ci się podoba Kalifornia i dom mojego najlepszego przyjaciela Radzimira? Powiedział Jack.
Że co!!!?? Ten znajomy Andrzeja, u którego się zatrzymałyśmy to dom Dębskiego? Z transu wyrwało mnie lekkie szturchnięcie Ninę.
- Yyy miło mi Aneta. Powiedziałam. - Nina mogę na chwilkę Cię porwać? Dodałam patrząc błagalnym wzrokiem na moją małą czarownicę.
- To my na chwilkę przepraszamy. Powiedziała Wasilewska, która od razu ze mną udała się na plażę.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś o tym, że to dom Dębskiego? Zapytałam przyjaciółkę.
- Bo wiedziałam jak zareagujesz. Kochanie jego tu nie ma więc spokojnie wyluzuj się. Powiedziała u udała się do Kamy, która tańczyła już na parkiecie.
Po wspaniałym wieczorze i kawałku nocy wróciłyśmy zmęczone do domu. Jutro w południe mamy samolot do Australii więc czas się wykąpać i iść spać, bo nie mam zamiaru wyglądać jak zombie. Wzięłam długą relaksującą kąpiel w wannie i myślałam o Radzimirze… Może to jakiś znak? Zastanawiałam się. Po chwili namysłu postanowiłam, że „niechcący” zostawię w sypialni jeden kolczyk. Zobaczymy czy jesteśmy sobie pisani czy nie.  

Kamila:
- Jeszcze pół godziny i będziemy lądować w Sydney. Usłyszałam, jak Aneta szeptała do Niny. One oszalały w dwa tygodnie zwiedzę z nimi cały świat! To jest szalone! I totalnie w ich stylu! Niech no pojawi się jakaś inna przyszła panna młoda, która tak spędza swój panieński! 
- Oooo co ja widzę, Kama już nie śpisz? - Nina zagadała do mnie z sennym uśmiechem.
- Nie... Tyle emocji, cały czas w biegu... Dziewczyny ja za tydzień będę już mężatką! Za równy tydzień! Mam wyrzuty sumienia, że zostawiłam z tym wszystkim Rafała... 
- Kamila, weź się nie wygłupiaj. Od Waszych zaręczyn nie sypiałaś tylko cały czas praca i organizacja. Wszystko zostawiłaś mu podane na tacy, ma tylko dopilnować kilku szczegółów. A teraz jest czas dla ciebie, byś w swoim dniu wyglądała zjawiskowo! - Dodała z uśmiechem Aneta. 
- Ale ja już za nim tęsknię... - Nie chciałam by zabrzmiało to jak wyrzut do dziewczyn, bo bawiłam się świetnie, ale tęsknota już się odzywała. Nie pamiętam, kiedy ostatnio nie widziałam go ponad 3 dni a co dopiero dwa tygodnie. 
- Kochanie, jeszcze 5 dni i go zobaczysz! - Powiedziała Nina - Zresztą, to że nie szykujemy się z Andzią do ślubu nie znaczy, że nie mamy za kim tęsknić. 

Aneta:
Pierwszym punktem wycieczki zaplanowanym po odespaniu był najsłynniejszy ogród zoologiczny Taroonga, następnie shoppng na wieczorne wyjście, kolacja na Sydney Tower i koncert w Sydney Opera House. Upewniłam się tylko, czy ze wszystkich miejsc dostałam potwierdzenie, kierowca ma po nas przyjechać o 10:00, czyli przed nami jeszcze kilka godzin snu. Zerknęłam na drzwi od sypialni dziewczyn - światła pogaszone. Czyli jak zwykle, tylko ja miałam problemy ze zmianą strefy czasowej. Weszłam więc na maila, sprawdzić, jak idą sprawy organizacyjnej gali, czy dokumenty dotyczące nowej kampanii zostały podpisane przez kontrahentów i czy telewizja beze mnie nie padła. To był szalony pomysł, by porzucić wszystko na taki długi okres czasu. Co zrobię, jak wyjadę na miesiąc poślubny? Uśmiechnęłam się do swojego pierścionka zaręczynowego. Podniosłam wzrok na ekran, taaaa 15 godzin lotu, czyli jakieś 20 godzin bez sprawdzania skrzynki a tu 38 maili. Sprawdzę tylko te najważniejsze. Moją uwagę przykuł mail od Radzimira - w temacie napisał "Problemy weselne". Cholera, jeśli wywinie nam numer i nie zagra na weselu Kamili to obiecuję, że mu nogi z dupy powyrywam! Szybo otwarłam wiadomość. 
"Witaj moja Piękna, 
Nie wiem, gdzie los Cię teraz rzucił, ale mamy mały problem z weselem Kamili. Nie podałaś mi piosenki na pierwszy taniec. Wszystko inne mamy już w orkiestrą dograne. Czekam niecierpliwie na Twą odpowiedź. 
PS 
Miałem okazję na małe tete-a-tete z Twoim narzeczonym. 
Twój R." 
Damn it! Ciekawe kiedy z nim rozmawiał i o czym! Zerknęłam na telefon, ostatnia wiadomość od Pablo sprzed dwóch godzin, mail od Radzimira sprzed 5... Uffff...Chyba nic mu nie powiedział. 

Nina:
- Wszystko pięknie! Ale nie było wronek! - Męczyłam się właśnie z zamkiem od czarnej, krótkiej, dość obcisłej sukienki, w biegu zakładałam moje louboutiny i już biegłam do czekających na mnie dziewczyn. 
- A co ty jesteś za zamknięciem wronek do klatek? - Uśmiechnęła się Aneta.
- Nieeeee, ależ skąd! Jestem za ich zaobrączkowaniem i w ten oto sposób pozbawienia wolności na wieki. Odpowiedziałam siląc się na powagę, widząc jednak kpiące miny Anety i Kamy nie wytrzymałam i też parsknęłam śmiechem. 
- Ok, chodźcie szybko, bo nie możemy sobie pozwolić na opóźnienia dzisiaj! Pogoniła nas Aneta.
- Ale to dokąd jedziemy? Spytała się Kamila, biedna jest już z nami półtora tygodnia i jeszcze nie straciła nadziei na to, że powiemy jej o naszych planach. Spojrzałyśmy tylko na siebie z Anetą znacząco, pokiwałyśmy głową i wepchnęłyśmy naszą Pannę Młodą do windy. 

Kamila:
- Widok z Sydney Tower zapierał dech w piersiach, kolacja wyśmienita! Ale gdzie my jedziemy? I dlaczego stoimy w tym korku?! Jest taka piękna pogoda może sie przejdziemy? - Wiem, wiem już troszkę marudziłam, ale od 40 minut stałyśmy w korku i nie przejechałyśmy więcej niż 300 metrów, chwała Panu za limuzynę i szampana. Nina i Andzia wydawały się niewzruszone. Kazały mi się dzisiaj ubrać elegancko, ale bardziej wyzywająco niż zwykle. Wasilewska miała na sobie krótką, obcisłą czarna sukienkę, na którą narzuciła skórę, do tego czerwone szpilki od louboutina, czerwona szminka i przy jej uroczych lokach więcej nie trzeba było robić. Aneta postawiła na sukienkę w stylu retro z frędzlami, która w połączeniu ze skórą, czarnymi szpilkami i fuksjową szminką nabrała silniejszego wyrazu. Ja ostatecznie zdecydowałam się na rozkloszowaną czarną sukienkę z bordową skórą, włosy spięłam w wysoki kucyk. Jedno jest pewne, te dwa tygodnie mocno wzbogaciły moją szafę. 
- Kamila, spokojnie! Trzeba postać w korku, by dostać się na wydarzenie roku! Puściła mi oczko Nina.
- Spokojnie, napij się z nami i ciesz się wieczorem! - Aneta podała mi kieliszek szampana.

Andrzej: 
- Halo, halo Pablo? 
- No co tam Endrju? Usłyszałem głos przyjaciela w słuchawce.
- Bo wiesz co tak miałem trochę czasu, tak rozmyślam o tych naszych podróżniczkach, o tym, że za tydzień ślub... i że nie pomyśleliśmy o kawalerskim! 
- O kurde musimy coś wykombinować dla Rafała! Wiesz co, spotkajmy się dziś wieczorem, bo teraz jadę na zdjęcia!
- Ok, to może tym razem u Ciebie o 20:00? Zapytałem z nadzieją w głosie, moje zdolności kulinarne są na równi prawie mojej Czarownicy, za to Paweł z Aneta wręcz czarują w kuchni. 
- Czyżby, pustki w lodówce? Usłyszałem rozbawiony głos Pawła.
- Haahaha, jak nie to nie. Udałem urażonego.
- Nie wygłupiaj się! Upichcę coś, to wpadaj! Teraz kończę, bo pani producent się krzywo na mnie patrzy. 
- Przypomnij jej, że jedno słowo do twej narzeczonej i tu nie pracuje. 
- Hahaha! Pa Wroniasty!
- Eeeeeeej! Z kim mnie zdradzasz? Właśnie wrócił do stolika Karollo.
- Ciebie, tylko z Pawłem mogę zdradzić. Wyszczerzyłem zęby. - Dobra co zamawiamy na lunch, bo padam z głodu! 
- Co to jakiś męski wieczór? - Karol drążył temat. Nie chciałem, by poczuł się dotknięty, ale on nie zna się z Rafałem i Kamą, więc nie dostali zaproszenia na ślub a planowanie kawalerskiego też w takim razie nie powinno zaprzątać mu głowy. 
- Musimy z Pawłem się wspierać, skoro nie mamy narzeczonych od dwóch tygodni. - Rzuciłem bez zastanowienia, pożałowałem gdy tylko ujrzałem minę Karolla.
- No ok, ok. Jak macie chcicę to nie będę przeszkadzał. Ja się w takie perfidie nie bawię. Wolę Oleńkę. - Iwyszczerzył się do mnie. 
- Głupi jesteś! Rzuciłem w niego zwiniętą serwetką. - Wieczór kawalerski Rafała musimy zaplanować. 
- Oooooo... Taka impreza mnie ominie... - Spojrzał smutno, spuścił wzrok, po czym spojrzał na mnie oczami kota ze Shreka - Ale Ty i Pablo zaprosicie mnie na swój ślub? 
- Hhahaahah! Stary ale my z Pawłem ślubu nie planujemy! 
- Ej... Znaczy Twój i Niny, no i Pawła i Anety... Bo ja bym tak potańczył... - Rozbawił mnie równo. I wpadliśmy na genialny pomysł dotyczący wyzwań ślubnych. Kłos vs Wrona wracają do łask.

Aneta: 
- Ja nie chcę wracać! - Wasilewska siadła po turecku na środku salonu.
- Wasilewska zbieraj te pośladki z podłogi i marsz do limuzyny! Jak nie zdążymy na samolot to zawalimy ślub Kamy i nie zobaczysz Wrony! - Próbowałam podnieść Ninie z podłogi, ale ta jakby się do niej przykleiła.
- Ale tu jest, słońce, plaża, drinki, piękne męskie klaty! - Biadoliła Nina.
- Misiu, a w limuzynie jest nasza przyjaciółka, która już nie może się doczekać, by zmienić swoje nazwisko! 
- No ok... Ale zdecydowanie trzy dni na australijskich plażach to za mało! - wstała i ruszyła z założonymi rękami na piersiach, jak obrażona 5-latka w kierunku windy.
- Miś, przed nami jeszcze dwa wieczory panieńskie, zobaczymy, gdzie nas los rzuci. - Pocałowałam ją w policzek i szybko nacisnęłam przycisk -1.






Rozdział 23

Aneta: 
- Nie ma to jak po tak męczącym dniu sączyć drinka! - Uśmiechnęłam się do dziewczyn.
- Tak męczące dni to ja mogę mieć codziennie! - Odpowiedziała Nina.
- A właśnie moja droga! Skoro już obroniłaś specjalizację, może czas pomyśleć o twojej wymarzonej klinice! - Spojrzała na nią znacząco Kama.
- Myślę cały czas, mam już plany architektoniczne, mam pieniądze, Aneta szuka dodatkowych dotacji, poszukuję  i zbieram już kadrę. Wiem, że będzie to klinika sportowa oraz dla osób z chorobami serca, ale ciągle zastanawiam się nad miejscem. Województwo mazowieckie, łódzkie i śląskie ma przesyt klinik. Zastanawiam się nad górami... Tam Andrzej mógłby pomyśleć o założeniu klubu siatkarskiego, a może nawet drugiego Ośrodka Szkoleniowego... ale póki co go to nie przekonuje. Zresztą musimy się ustabilizować, by móc myśleć o takich inwestycjach. - Dodała Nina.
- Decyzja jakby nie było na całe życie. - Stuknęłam kieliszki dziewczyn. - Za nasze wszystkie marzenia, te spełnione, które się spełniają i dopiero spełnią. - Ledwo upiłam łyk drinka, gdy zawibrował mój telefon. Obcy numer, odczytałam smsa "Nie naciskam, ale będę o ciebie walczyć. Spotkajmy się po twoim powrocie. A teraz podbijaj świat i łam męskie serca. R."
- Aneta, co to za mina? Spytała Kama.
- Nic, nic. - Skasowałam szybko sms'a i wróciłam do zabawy z dziewczynami. Nim będę się martwić, po powrocie do Warszawy. Teraz muszę mu tylko wysłać muzykę, która ma być oprawą wesela naszej panny młodej.
- A zdradzicie mi, gdzie teraz płyniemy? Spojrzała na nas oczami ze Shreka Kama.
- Kochanie, a wiesz co się ciekawskiemu stało? Spytała uśmiechnięta Nina.
- Co? 
- Nos mu urwało! - Wasilewska, dała nam buziaka w policzek. - A teraz moje drogie idziemy spać, by jutra łamać serca kolejnym przystojniakom. 

Kamila:
- Maroco?! Boże dziewczyny, czym wy mnie jeszcze zaskoczycie? Rzuciłam się na nie. Kto to widział, by tak spędzać "wieczór panieński"? A mój Rafał siedzi biedny w stolicy.
- Kama, masz już w co się ubrać, ale nie zapominajmy, że najbardziej wyczekiwanym momentem po ślubie, jest moment zrzucenia z siebie wszystkiego, a musisz wyglądać jak bogini! - Znacząco uśmiechnęła się Aneta.
- Więc na dziś zaplanowałyśmy dla ciebie: kąpiele w mleku kozim, peeling cukrowy, masaże, nacieranie olejkami z róży marokańskiej i zakupy kosmetyków. Szybko dodała Nina.

Nina:
- Maaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaamo! Ręce, które leczą! Zwróciłam się do Andzi leżącej na kozetce obok mnie.
- O tak... Nasz masażysta do stóp nie dorasta Rajowi. 
- Jak myślisz, jakbym opłaciłam Andrzejowi kurs opanowałby tą sztukę? Rozmarzyłam się.
- Obawiam się, że talent przekazywany jest w  genach. - Aneta zniszczyła mój misterny plan. 
- To nie pozostaje mi nic innego, jak porwać Raja do Polski. - Obie się roześmiałyśmy - Tylko będę go musiała trzymać w ukryciu, z tak seksownym ciałem i opalenizną zaraz wszystkie Polki spragnione południowej urody chciałyby mi go ukraść. 
- Ale moja żona by beze mnie nie wytrzymać. - Moje mrzonki po raz kolejny zostały przerwane, tym razem przez Raja, Andzia się zaśmiewała.
- Przepraszam... To pan mówi po polsku? Ja tak... Pan wie... - Zaczęłam się plątać.
- Pani spokojna i się rozluźni. Moja żona polka. Anna. Blondynka, piękna kobieta. Ona uczyć mnie polski. - Skryłam twarz w poduszeczce, by nie widzieć rozbawionej miny Anety, jak zwykle coś. 

Aneta: 
- Paweł mnie z domu wyrzuci, jak zobaczy te wszystkie flakoniki. Spojrzałm na dwie ogromne torby ustawione przed sobą. 
- Dobrze, że nie mieszkam z Endrju. Zerknęłam na Ninę i trzy torby, które właśnie ekspedientka ustawiała przed nią.
- Jak się wrzuca do koszyczka to tak tego nie czuć. Dodała Kama, która jednak przebiła nas, mając przed sobą pięć eleganckich torebek. 
- Kamila, co to zapas na dwa lata? Uśmiechnęła się do niej Wasilewska.
- Nieeee... Wybrałam kilka rzeczy dla Rafała, Wiktorii, mamy... - No tak, cała nasza Kama, jak zwykle myśli o wszystkich.
- No nic, Gerome da radę, jakoś to przetransportować do Warszawy. 
- Jak to Gerome? Spojrzała na mnie podejrzanie Kamila.
- A ty myślałaś, że to koniec wycieczki? Uśmiechnęłam się do dziewczyny.
- Nie no... Myślałam, że wracamy do Marsylii. Wymieniłyśmy z Wasilewską porozumiewawcze spojrzenie. 
- Miś, to dopiero początek. - Rzuciła Nina.
- Georme, zabiera nasze zakupy, przywozi walizki a my ruszamy na podbój świata! Zawyrokowałam . 

Kamila: 
- Już, już... - Odpowiedziałam ponaglającej mnie Ninie. - Jeszcze tylko nadawca i mail do Rafała poszedł!  Done! Powiedzcie mi teraz, gdzie mnie zabieracie! 
- Tam, gdzie Cię jeszcze nie było! - Odparła Aneta.
- Nie, nie! Zabierz to ode mnie! - Zobaczyłam Ninę z atłasową opaską.
- Nina, ciekawe gadżety macie z Andrzejem. - Aneta próbowała rozładować sytuację.
- Nie założę tego! - Próbowałam stawić opór, ale na nic mi się to zdało. Aneta mnie przytrzymała a Nina założyła opaskę. Zerknęłam szybko jeszcze na tablicę odlotów.  W przeciągu najbliższej godziny miały się odbyć dwa jeden do Londynu, drugi do Nowego Yorku. Ciekawe, gdzie się obudzę.

Andrzej:
Obudziłem się z ogromnym bólem głowy. Kiedy skierowałem się w stronę kuchni po jakąś wodę zauważyłem Pawła śpiącego na kanapie i Karola, który położył się w łożu Antosia. Nie myśląc dłużej zrobiłem zdjęcie przyjacielowi i dodałem na instagram z podpisem „Karollo i jego psie zapędy” .
- Ja pierdykam moja głowa. Usłyszałem głos Pawła.
- Chcesz wody? Powiedziałem do przyjaciele.
- Nawet nie pytaj się. Suszy mnie jak nie wiem co. Ile wczoraj wypiliśmy?
- Nie mam pojęcia ale po obserwacji Karollo stwierdzam, że trochę przeholowaliśmy. 
- Haha czy ja dobrze widzę? To łoże Antka? 
- Teraz już Karola. Odpowiedziałem i razem z Pablo zaczęliśmy się śmiać.
Udaliśmy się do kuchni, by zrobić coś do jedzenia. W wyniku tego, iż nie miałem czasu na jakiekolwiek zakupy wypadło na jajecznice, bo akurat jajek miałem pod dostatkiem. 
- Kto to był ten Radzimir? Powiedział Paweł.
- Mój dobry znajomy. Będzie grał na weselu Rafała.
- A, bo wiesz wydaje mi się, że już gdzieś go widziałem.
- Bardzo możliwe. Dębski to osoba medialna z resztą tak samo jak Ty czy ja. Odpowiedziałem, by nie drążyć bardziej w temat Dębskiego. - Byłbym zapomniał nasze ukochane właśnie lecą do Nowego Jorku. 
- Jeszcze tam ich nie było…. Oszalały. Kto normalny wymyśla takie podróże… 
- Nasze ukochane! Odpowiedziałem. - Mówiła Ci może Aneta kiedy wracają?
- Coś o środzie wspominała, ale nie jestem pewny na 100 procent, a co?
- Bo widzisz… Przed wyjazdem dziewczyn oświadczyłem się Ninie i chciałem zrobić jej jakąś niespodziankę po powrocie.
- Niespodziankę… wczoraj w telewizji obiło mi się o uszy, że ma odbyć się specjalny koncert, na którym gościnnie wystąpi Adam Levine. 
- Tak to jest to! Idealnie ona go uwielbia! Muszę jak najszybciej załatwić bilety. Powiedziałem podekscytowany.
- Nic nie musisz dam Ci moją wejściówkę i gotowe! 
- Dzięki stary! Powiedziałem i nałożyłem nam jajecznicę na talerze.

Nina:
- Nareszcie wylądowałyśmy. Powiedziałam.
- Ooo tak… mimo, że to business class to i tak mam już dosyć. Odpowiedziała Aneta.
Po szybkiej odprawie odnalazłam w tłumie Thomasa, który był tak jakby kierowcą, ochroniarzem, przyjacielem itp.
- Nina witaj. Przywitał mnie Thomas całując w rękę.
- Dzień dobry. Poznaj moje przyjaciółki. Przywitał się z każdą z osobna i odebrał od nas bagaże. 
Wyjechaliśmy z JFK największego lotniska w Ameryce i skierowaliśmy się do mojego apartamentu w samym centym  Manhattanu, a tak dokładnie na Upper East Siders.
- Nic nie mówiłaś, że masz apartament obok Central Parku. Powiedziała Kama.
- Oj przepraszam. Powiedziałam posyłając jej uśmiech. 
Podjechaliśmy po budynek, Thomas zaparkował w podziemnym garażu Lincolna i udał się razem z nami windą do mojego mieszkania.
- Jejku jak tu pięknie…. Odpowiedziała Aneta.
- A ten widok! Dodała Kama.
- Dziewczyny czas do łóżek jest grubo po trzeciej, a my musimy jutro wstać, by zwiedzać! Odpowiedziałam oprowadzając jeszcze przyjaciółki po mieszkaniu. 

Kamila:
Kolejny maraton przed nami. Zwiedziłyśmy dzisiaj cały Nowy York a teraz szykujemy się i idziemy do Radio City na Barbra Streisand Cover. Thomas zawiezie nas i odwiezie, bo Nina nie chce sobie zedrzeć obcasów, w sumie ja też się cieszę, że jedziemy samochodem. Przez dzisiejsze zwiedzanie nie czuje nóg.
- Ok dziewczyny zbieramy się! Zarządziła Nina.
- Już tylko wezmę torebkę z sypialni. Odpowiedziała Aneta.
- Ja już gotowa. Odpowiedziałam przywołując windę dla naszej trójki.
Zjechałyśmy na parking i od razu wsiadłyśmy do samochodu. NY nocą jest taki magiczny. 

Aneta:
Po spektaklu Nina uparła się, że zabierze nas do jej ulubionej restauracji - Hard Rock Cafe, która mieściła się w samym centrum Time Square. Po wspaniałej kolacji udałyśmy się do mieszkania wzbogacone o kilka kalorii więcej.
- Dziewczyny jak tak dalej pójdzie to nie zmieszczę się w swoją sukienkę ślubną. Powiedziała Kama przyglądając się w dużym lustrze.
- Zmieścisz się spokojnie. Jutro idziemy na shopping! Powiedziała Nina.
- Mmmm zakupy! Powiedziałam.
- A i byłabym zapomniała, jutro jemy śniadanie u Tiffany-ego! Dodała Wasilewska.
- Ale jak to śniadanie, przecież to jest sklep jubilerski. Zaskoczona spytała Kama.
- Normalnie. Zadzwoniłam do Lucasa, który jest tam menadżerem i wszystko jest już załatwione. Więc bez spiny moja kochana. Nalała nam Chateau Cantemerle i podała mnie i Kamie. - Za naszą przyjaźń! Dodała Nina.
- Za przyjaźń. Odpowiedziałyśmy z Kamą.
Po wybiciu całej butelki naszego ulubionego wina udałyśmy się do sypialni. Ja przez tą zmianę czasową nie mogłam zasnąć wiec postanowiłam jeszcze zadzwonić do Pablo.
- Hej słońce. Dlaczego jeszcze nie śpisz, przecież u was jest trzecia w nocy.
- Nie mogę zasnąć. Tęsknię już za tobą. Powiedziałam do słuchawki wyobrażając sobie Pawła siedzącego przed kuchennym blatem popijając kawę.
- Ja też skarpie, ale już niedługo znowu będziemy się widzieć. Odpowiedział mężczyzna. - A teraz idź spać, bo nie wstaniesz, a jak znam Wasilewską pogoni was nieźle jak już tego nie zrobiła. Usłyszałam śmiech ukochanego.
- Dzisiaj zwiedzałyśmy, a jutro zakupy. Kocham Cię. Pa. 
- Ja też. Pa!
Po zakończonej rozmowie nareszcie udało mi się zasnąć.

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 22

Wojtek:
Tak smacznie sobie spałem dopóki ktoś nie wybudził mnie ze snu. Kto ma czelność dzwonić do mnie w południe gdy mam dzień wolny! Spojrzałem na wyświetlacz, na którym widniał napis Nina. Zdziwiony od razu nacisnąłem zieloną słuchawkę.
- Halo? Odpowiedziałem jeszcze zaspanym głosem.
- Wojtek! Jak dobrze, że odebrałeś. Nie wyobrażasz sobie co się stało! Zaczęła słowotok Nina, który musiałem przerwać bo nic nie dało się zrozumieć.
- Ej spokojnie! Powoli mów bo nic nie zrozumiałem co mówiłaś wcześniej. Od początku. Kiedy skończyła opowiadać o swojej tak powiem chorej sytuacji wszedłem na popularną stronę plotkarską, na której pierwszy tytuł jaki rzucił był o mojej przyjaciółce, a brzmiał on tak „ Słynny siatkarz Bartosz Kurek zdradza swoją żonę w Marsylskim klubie z narzeczoną najbardziej pożądanego przez wszystkie kobiety siatkarza Andrzeja Wrony”.
- Nina już na wszystkich portalach piszą o Tobie i Siuraku… 
- Wojtek ale to nie było tak! Widzisz, że nawet nie całujemy się na tym zdjęciu!
To fakt Wasilewski nie całowała się z nim. Ich usta były blisko siebie i na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że oni się całują, ale po przeanalizowaniu dokładniej zdjęcia można zaobserwować wściekłą minę dziewczyny, która już szykuję rękę do uderzenia faceta.
- Ninuś daj może ochłonąć temu imbecylowi i wróć do świętowania panieńskiego Kamy. 
- Wojtuś, a możesz pojechać do Warszawy i z nim porozmawiać? 
- Zwariowałaś! Nina on mnie wywali zza drzwi. Wrona jest cholernie o Ciebie zazdrosny i jeszcze jak ja też się tam pokaże to całkowicie oszaleje.  
- Masz rację, dobra Wojtek kończę, a Ty pozdrów ode mnie swoją mamę. Pa!
- Pa! Pozdrów dziewczyny. Powiedziałem i się rozłączyłem. Nie wiem co mam myśleć o tej całej sytuacji. Może zadzwonię do Karola? Nie może lepiej nie. Oni muszą to sami załatwić między sobą. 

Nina:
Po zjedzeniu lynchu na którym każda z nas opowiedziała dokładnie co wydarzyło się nam dzisiejszej nocy udałam się sama na spotkanie z Radzimirem. Aneta wykręciła się migreną i tym, iż musi jeszcze pozałatwiać kilka spraw związanych z hotelem. Nie powinnam kierować się moimi zapędami do swatania. Już kiedyś popełniłam ten błąd i teraz znów… Chyba nigdy się nie nauczę, ale dosyć tego czas znaleźć miejsce na parkingu i udać się na umówione spotkanie. Po znalezieniu całkiem przyzwoitego miejsca wysiadłam z gracją i udałam się do pobliskiej kawiarni. Wchodząc od razu zauważyłam siedzącego już Radzimira, który delektował się bursztynowym trunkiem. 
- Cześć. Powiedziałam uśmiechając się.
- Ooo cześć. Jak tam?
- Po staremu. Odrzekłam przeglądając menu. 
- Czy ja słyszę w Twoim głosie smutek? Powiedział zaciekawiony muzyk.
- Nic poważnego pokłóciłam się z Andrzejem. 
- Jeśli chodzi o Andrzeja to poważnie. Mogę jakoś pomóc? 
- Nie i nie zagłębiajmy się bardziej w to, lepiej zabierzmy się za organizacje wesela Kamy. Odpowiedziałam posyłając mężczyźnie słaby uśmiech. Jedyny na jaki było mnie stać w tej chwili.
- Dobrze uparciuchu jak sobie życzysz. A więc tak...
Po zakończeniu naszych ustaleń dotyczących ślubu mojej przyjaciółki Dębski postanowił wypytać mnie o Anetę.
- Jak myślisz mam jakikolwiek szanse u niej?
- Masz ale nie jestem pewna czy zdołasz coś wskórać. Andzia po ostatnim spotkaniu z Tobą zaszyła się tu w Marsylii, by wszystko przemyśleć. Ona nadal kocha Pawła. 
- Kurwa zawsze tak jest! Jeżeli człowiek spotka swoją miłość na drodze i tak znajdzie się jakaś przeszkoda. W tym wypadku musi być ten cały Paweł. Nina ja nie poddam się tak łatwo. Za długo szukałem swojej miłości życia, by teraz się poddać.
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć. Ja już nie będę się w to mieszać. Wybacz. Powiedziałam i wyszłam z kawiarni by jak najszybciej odjechać z piskiem opon do hotelu. Wchodząc do hotelu napotkałam Kurka siedzącego naprzeciwko recepcji, który na mój widok od razu podszedł do mnie.
- Nina możemy porozmawiać? 
- Bartek o czym Ty jeszcze chcesz rozmawiać?! Przez Twoje wczorajsze zachowanie prawdopodobnie straciłam miłość swojego życia. Zadowolony?! 
- Przepraszam Cię to było pod wpływem alkoholu i tego, że się dawno nie widzieliśmy i uczucia, które nasiliły się z podwojoną siłą na Twój widok. Przepraszam jeszcze raz. Powiedział Kurek niebezpiecznie przybliżając się do mnie.
- Nie dotykaj mnie! Nie chcę Cię więcej widzieć, a teraz wybacz ale muszę się jeszcze spakować bo wieczorem wyjeżdżam. Powiedziałam kierując się w stronę windy, która na moje szczęście właśnie się otworzyła.

Kamila:
- Dziewczyny ja już jestem gotowa. Odpowiedziałam zakładając mój słomkowy kapelusz na głowę.
- My też. odpowiedziała Aneta zakładając okulary.
- Widziałyście mój telefon?! Kto mógł to powiedzieć jak nie nasza zawiana Nina.
- Wasilewska trzymasz go w dłoni! Powiedziałam powstrzymując się by nie wybuchnąć ze śmiechu.
- Ej to nie jest śmieszne! Powiedziała oburzona Nina. -  Nie jednak jest. Dodała i zaczęłyśmy się wszystkie śmiać.
Nasz kierowca odwiózł nas do portu morskiego.Wsiadłyśmy na duży pasażerski prom wyposażony w luksusy najwyższej klasy, który płynie do Mediolanu. W środku znajduje się ponad 1500 kajut, które w rzeczywistości są luksusowymi apartamentami, baseny, 12 restauracji, 13 barów, kino, spa, sale konferencyjne, kasyno, sklepy, teatr, boiska sportowe, centrum fitness, ścieżka do biegania, biblioteka. Innym słowem od dziś kocham promy. 
- Co będziemy robić w Mediolanie? Spytałam dziewczyn.
- Jak to co? Zwiedzać, kupować i odpoczywać. Odpowiedziała Aneta.
- Ja już zaplanowałam co idzie na pierwszy odstrzał Accademia Brera, katedra Santa Maria delle Grazie, Zamek Sforzów i kościół św. Ambrożego, który jaki wiecie jest patronem tego cudownego i magicznego miasta. Wtrąciła Wasilewska.
- Mmmm czyli turystki pełną parą! Odpowiedziałam. 

Nina:
- Wiesz, że nie chciałam mieszać? - nie byłam w stanie spojrzeć na Anetę, dryfowaliśmy właśnie wzdłuż wybrzeża, Kama szalała na parkiecie a Aneta nie mogła znaleźć sobie miejsca, postanowiłam za nią pójść i dokończyć naszą rozmowę.
- Wiem głuptasie. Przepraszam za mój wybuch, po prostu nie wiem co robić. Wpadliśmy na siebie znów dziś rano i on stara się po prostu rozwalić wszystko to co miałam ułożone. A jak wczoraj powiedział mi, że maczałaś w tym palce... - Aneta spojrzała się na mnie. - Po prostu mam misz masz w głowie. - Przytuliłam ją.
- Czyli nie mówisz mu nie? - Uśmiechnęłam się.
- Ej! Miałaś się nie mieszać! - Dostałam od niej kuksańca w bok, obie wybuchnęłyśmy śmiechem nie ważne jakbyśmy się nie starały, jesteśmy jak siostry i troska o tą drugą zawsze wychodzi na pierwsze miejsce i nie mieszać się po prostu nie da - Dobra, dobra! Mów co z Endrju! Nie powiem, że nie widziałam plotkarskich portali... Nawet Marco zadzwonił by spytać się co tu się dzieje. 
- Miś, widziałaś przecież co było! A właściwie, że nic nie było... Ale jakaś hotka pstryknęła fotkę, wrzuciła na portal wpis, wysłała do Endrju a temu nie przegadasz. Kurek i Bartman to jego najwięksi wrogowie. Jak Włodiego potrafiłby strawić, tak ta dwójka... 
- Nie martw się! Andrzej, tak jak ty, jest w gorącej wodzie kąpany. Przemyśli to, prześpi się z tym i zobaczysz, że wszystko się ułoży. A teraz parkiet na nas czeka! Nie pozwólmy, by panna młoda wyrwała wszystkie ciasteczka!

Andrzej:
- Ale jak to byłeś tam? - Co on pieprzy? Jak był w Marsylii?
- No Endrju, przecież dałeś mi cynk gdzie znajdę Anetę. Poszedłem do tego klubu, co powiedziałeś, że Aneta was zawsze zabiera, wcześniej jeszcze umówiłem się z Niną. I fakt był tam Kurek, fakt tańczyli, ale faktem jest również jej drobna dłoń odbita na jego policzku, gdy ten spróbował ją pocałować!
- Moja dzielna tygrysica! 
- Debilu! To dlaczego, jeszcze do niej nie dzwonisz?! Andrzej, przecież ona nic nie zrobiła, kocha cię, taka miłość zdarza się raz w życiu! Nie schrzań tego! 
- Dzięki Jimek! Ty zawsze wiesz, jak mnie przeprostować! - Już miałem nalać nam szkocką, by uczcić dobre newsy, gdy usłyszałem dzwonek w drzwiach, zerknąłem na zegarek dochodzi 22:00 cholera byłem umówiony z Pablo i Karollo na mecz. 
- Serwus! Chipsy, piwko i paluszki! Paweł po drodze ogarnie chińczyka! - Od progu radośnie przywitał mnie Karol, muszę jakoś pozbyć się Jimka, dobrze nie będzie, jak pozna Pawła. Nie zdążyłem domknąć drzwi, gdy winda zatrzymała się na moim piętrze i wysiadł z niej Pablo.
- Siemasz Andrzej! Ktoś zamawiał chińczyka? - No to się będzie działo.
- No hej! Ściągajcie płaszcze i chodźcie do salonu. Ja wezmę szklanki z kuchni. A i mamy gościa. - Wyjrzałem zza wyspy, by sprawdzić jak się ma sytuacja. Na szczęście Pablo nic nie wie o Anecie i Radzimirze, jestem ciekawy jak Jimek się zachowa. Nie wiem cholera co robić, Jimka znam już kilka dobry lat, Pawłaa poznałem przez Amy, nigdy nic do niego nie miałem, w sumie to się lubiliśmy. On czasem popykał z nami w siatkę, my z nim w kosza... 
- Endrju, bierz te szklanki, bo zaraz się zaczyna! - Usłyszałem głos Karolla, wszedłem do pokoju no i oczywiście nie miałem, gdzie usiąść, chłopaki na sofie a Antoni na moim fotelu.
- No panicz to się chyba zapomniał, gleba! - Spojrzałem na psiaka, a ten zaczął na mnie warczeć, usłyszałem za sobą śmiech Kłosa.
- Stary, nie stresuj go, bo znów będziesz miał mokro w butach. - Dodał Paweł, każdy z nas zanosił się od śmiechu, tylko Jimek nie był wtajemniczony w zdolności Antoniego, nagle zadzwonił telefon Pawła.
- Eeeeee, panie redaktorze, tylko niech pan nie mówi, że jakiś zamach na prezydenta i musi pan lecieć do pracy! - Spojrzałem na niego groźnie,  w sumie to mu współczułem, nie idzie nic zaplanować. 
- Nieeee, to mms od Anety. - Pokazał nam zdjęcie Andzi, na tle rozgwieżdżonego nieba, przesyłająca buziaka z podpisem "Kocham, uważaj na siebie, Twoja A.". Zerknąłem kontem oka na Jimka.
- Chłopaki zapomniałem, na mnie już pora. Ja wpadłem tu tylko, by przekazać Andrzejowi  ważną wiadomość, na razie! Radzimir zabrał marynarkę i bez pożegnania wybiegł z mieszkania. 

Kamila: 
- A teraz co? - Zachowywałam się jak pięciolatka! zwiedziłyśmy już wszystkie zabytki w Mediolanie, większość butików, ale dziewczyny ciągle miały coś w zanadrzu.
- Teraz kochana! Teraz czas na najlepsze espresso jakie kiedykolwiek piłaś i najlepszą porcję lodów! - Z uśmiechem powiedziała Aneta. Siadłyśmy w małej klimatycznej knajpce, uroczy Włoch podszedł do nas, złożyłyśmy zamówienie i wystawiłyśmy buzie ku słońcu. 
- Wasilewska odłóż ten telefon. - Powiedziałam z uśmiechem. Od południa cały czas wisi na nim, jak na uwięzi. Zaczęła się uśmiechać, ale chciałam mieć ją troszkę dla siebie.
- Tak, jakby godzimy się z Andrzejem! - Powiedziała zdawkowo Nina.
- Tak jakby, seks na zgodę przez telefon, nie daje tej samej satysfakcji, co w realu. - Aneta wyrwała Ninie telefon.
- W realu jeszcze nie próbowałam. - Pokazała nam język Nina.
- A w tesco już próbowałaś? - Spytałam, by pokazać Ninie jaką gafę strzeliła, szczerze się roześmiałyśmy, tylko Nina udawała naburmuszoną, ale w duszy cała  promieniała. Raz dwa pochłonęłyśmy zabójczą liczbę kalorii i ruszyłyśmy w dalszy ciąg podboju Mediolanu. 
- Nie ma sensu o tej porze bawić się w taksówki. Podjedziemy metrem na miejsce. - Zawyrokowała Andzia. Wsiadłyśmy do zielonej linii metra. Jechałyśmy 15 min. Już zapomniałam co to znaczy poruszać się komunikacją miejską latem. Po minach dziewczyn zauważyłam, że nie tylko ja. Wasilewska wstrzymywała oddech, Aneta nonszalancko w coraz większym tempie wachlowała się jakimś damskim żurnalem. Po wyjściu wybuchłyśmy gromkim śmiechem. 
- Never again! Widziałyście ten potok potu spływający, po tym starym Włochu co puszczał do nas cały czas oczko? - Nina ze zniesmaczoną miną, założyła okulary przeciwsłoneczne i ruszyła przed siebie. Ruszyłam za nią. Po czym usłyszałam za sobą śmiech Anety. 
- Miś, ale my w drugą stronę! No chyba, że marzy ci się tatuaż, świeża rybka, lub jakaś przygoda z przemytnikami narkotyków. - Spojrzałam do góry a tam faktycznie znak pokazywał, że droga ta prowadzi do tawerny. Po chwili marszu...
- Tadam Kama! - Aneta zatrzymała się przed ślicznym małym butikiem - Suknia ślubna już powstaje, ale to nie jedyny strój jaki powinnaś mieć na sobie w trakcie ślubu. Zdecydowanie powinnaś pomyśleć o czymś extra. - Wasilewska otwarła drzwi a moim oczom ukazał się salonik z bielizną z włoskiej koronki. Najróżniejsze, przepiękne kompleciki, szlafroczki, koszulki i wszystko z prawdziwej włoskiej koronki. Po chwili dołączyła do nas signiora Francesca, która jest jedną z najlepszych włoskich brafiterek. Po krótkiej rozmowie zabrała mnie do przymierzalni.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 21

Kamila:
Razem z dziewczynami tańczyłyśmy na parkiecie, w sumie to szalałyśmy na nim. Już nie pamiętam kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłam. W pewnej chwili trzej panowie, którzy stali przy barze podeszli do nas i zaczęli z nami tańczyć. Mój partner miał na imię Piotr i jak się później okazało razem studiowaliśmy na pierwszym roku prawo tylko on później zrezygnował dla modelingu. Piotr był bardzo dobrze zbudowany, przez jego białą koszulę można było ujrzeć zarys wyrzeźbionej klaty… Co ja bym dała by Rafał miał taką… Z zamyślenia wyrwał mnie niski głos mężczyzny.
- Może się przejdziemy? 
- W sumie czemu nie tylko powiem dziewczynom, że wychodzę. Podeszłam do Anety, która tańczyła z równie przystojnym brunetem w okularach, by powiedzieć jej, że wychodzę.
Razem z Piotrem udaliśmy się na plażę i spacerowaliśmy po jeszcze ciepłym piasku, który rozgrzał się w dzień.
- To prawda, że wychodzisz za mąż? Zapytał Piotr.
- Tak. Odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy myśląc o moim przyszłym mężu.
- Zazdroszczę mu. 
Zaskoczył mnie wypowiadając te dwa słowa. By przerwać tą niezręczną ciszę, która utworzyła się pomiędzy nami powiedziałam - Zobaczysz też znajdziesz, kiedyś swoją drugą połówkę. 
- Kiedyś… to bardzo odległe stwierdzenie Kamilo. 
- Piotr wracajmy już do klubu, zaczyna mi się robić zimno. Tak naprawdę to wystraszyłam się go. Nigdy nie zdradziłabym Rafała ale gdy tak on na mnie patrzył, te jego duże czekoladowe oczy. Nie! Kama! Za kilka dni będziesz żoną najwspanialszego faceta. 
- Dobrze, więc chodźmy ale mam nadzieję, że nie odmówisz mi kolejnego tańca? 
- Nie nie odmówię. Powiedziałam kierując się w stronę klubu. Przed wejściem Piotr otworzył mi drzwi i przepuścił w przejściu. Gdy wchodziliśmy w głąb tańczących ludzi zauważyłam Ninę tańczącą z jakimś innym facetem. Jak się później okazało był to polski siatkarz…

Nina:
Chciał czy nie, planował czy też nie na pewno nie powinien tego przede mną taić. Aneta też mogła mi wcześniej powiedzieć. Rozmyślałam o rewelacjach zaserwowanych mi przez Anetę. Duszkiem dopiłam trzeciego drinka. Dziś wyjątkowo nic mi nie wchodziło do głowy. Kama wyszła, gdzież na spacer, Andzia wirowała na parkiecie z jakimś Francuzem. Zerknęłam na zegarek... Ciekawe czy moja niespodzianka się pojawi? Zamówiłam jeszcze raz to samo, aż tyle potrafię powiedzieć po francusku. Od kiedy Aneta została właścicielką hotelu spędzamy tu każdą wolną chwilę, ale jakoś nauka francuskiego mi nie idzie. Za to Endrju opanował ten język raz dwa. Cholera znów Endrju! Haustem wypiłam drinka.
- Nina?! Cholera nie wierzę! Kobieto wyglądasz zjawiskowo! Podniosłam wzrok na mężczyznę, który mnie rozpoznał
- Matko Bartek?! Co ty tu robisz? Rzuciłam się na Kurka jak jakaś wariatka. Nie widziałam cię z dobrych dziesięć lat! 
- Odkąd mnie pogoniłaś? Pamiętasz? Spojrzał na mnie zadziornie.
- Gdyby nie fakt, że się rozstaliśmy nie zarabiałbyś milionów we włoskiej kadrze! Wyszczerzyłam się. 
- Co było to się skończyło! Teraz mamy teraz. I to się liczy! Kurek wziął mnie za rękę i poprowadził na parkiet. Dziwnie było mi znów w jego ramionach. Poznaliśmy się podczas moich ostatnich miesięcy uczenia w Częstochowie. Poszłam na mecz AZS-u, on akurat zaczynał tam grać, moja przyjaciółka Ania koniecznie chciała zrobić sobie z nim zdjęcie, oczywiście zrobiłam, po czym Kurek spytał się czy może sobie zrobić zdjęcie ze mną i zjeść ze mną kolację. Tydzień później już oficjalnie się spotykaliśmy. Boże szczeniackie czasy. Szybko się to jednak skończyło, ja dostałam się do Katowic, on dostał propozycję transferu do Włoch. A kilka miesięcy później poznałam Endrju. Shit znów on! 
- Co mi się tak przyglądasz? Przerwałam niezręczną ciszę. - Make up mi się rozmazał? 
- Zapomniałem już jaka jesteś piękna. Zatkało mnie to co powiedział, przecież to tyle lat, spuściłam wzrok, by uciec od jego spojrzenia, zerknęłam na jego dłonie i...
- Masz żonę? Na prawej dłoni lśniła duża, złota obrączka. - Gratulacje! Bartek obrócił mnie delikatnie, pochylił i szepnął.
- Dziś nie. Dziś mam tylko ciebie. Spróbował mnie pocałować, szybko się odwróciłam i nim przemyślałam co robię, moja dłoń zatrzymała się na jego policzku.
- Co ty sobie wyobrażasz? Kim ty jesteś? Wiesz kim dla mnie jesteś? Nikim! Nikim!

Aneta:
Wirowałam na parkiecie z nowo poznanym Francuzem o imieniu Hugo dopóki ktoś nie złapał mnie w talii i wyrwał z tanecznego transu. Zabiję ją! Ta mała czarownica znowu musiała ingerować w moje życie! Czułam, że coś kombinuje od kiedy powiedziałam jej o Radzimirze…  
- Aneta pięknie wyglądasz… Wziął mnie Radzimir w swoje ramiona i zaczęliśmy tańczyć.
- Co Ty tu robisz? Zapytałam nieco zdenerwowana.
- Mogę zapytać Cię o to samo moja droga. 
- Ja byłam pierwsza! 
- W związku z tym, iż jak bodajże wiesz przyjaźnię się z Andrzejem, a on jest z Niną. 
- Nie musisz kończyć. Ja już ją dopadnę. Powiedziałam wyrywając się z objęć mężczyzny.
- Nie poczekaj! Nina chciała zrobić waszej przyjaciółce prezent ślubny w postaci mnie. Wróć w postaci mojej orkiestry, a że również jestem we Francji Andrzej umówił mnie z Niną i teraz już wiem, że Ty jesteś tą Anetą z którą również miałem przedyskutować kilka spraw odnośnie ceremonii. 
- Więc dobrze, ale ostrzegam nasze relacje mają być na stopie tylko i wyłącznie służbowej. 
- Nie ukrywam, że liczyłem na coś więcej po ostatnim naszym spotkaniu. Powiedział przysuwając się niebezpiecznie w moją stronę. W ostatniej chwili lekko go odepchnęłam, by nasze usta się nie zetknęły.
- Nie rób tego więcej! Jestem z Pawłem i za niedługo się pobieramy, a teraz wybacz ale muszę porozmawiać z Wasilewską. Kiedy chciałam już odejść złapał mnie za rękę i powiedział szepcząc mi do ucha:
- Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz moja piękna. Będę walczył o Ciebie! Wyrwałam się mu i ze złością skierowałam się w stronę baru, by uspokoić się choć trochę i zapomnieć o tym co przed chwilą usłyszałam. Dlaczego?! Co ja zrobiłam, że los musi mnie tak karać. Teraz jak się pogodziłam z Pawłem on znów musiał pojawić się w moim życiu. Niech ja tylko dorwę Ninę! Wiedziała doskonale jak Dębski na mnie działa a i tak musiała postawić na swoim i postawić mnie przed faktem dokonanym. Dobrze rozumiem Radzimir jest wspaniałym muzykiem i chciała jak najlepiej dla naszej Błędi ale są jakieś granice! 

Kamila:
Gdzie one się u licha podziały? Od godziny próbuję dobić się do Anety i Niny, ale ich pokoje są pozamykane na cztery spusty. Po wczorajszych ekscesach uciekłam do pokoju, choć przyjemnie było być komplementowaną przez tak przystojnego mężczyznę to nie mogłam sobie pozwolić na nic więcej. Rafał nie zasługuje na to bym go zdradziła, zresztą choć Mr Beauty był pociągający nie miałam ochoty na spędzenie z nim nocy. To już chyba miłość. Moje rozmyślania przerwała sylwetka Anety jadącej konno po wybrzeżu. Ok jedną mamy, pytanie, gdzie druga? Nie mogę się tyle zamartwiać. Sięgnęłam po dużą torbę plażową, wrzuciłam do niej krem z filtrem, butelkę z wodą, telefon ze słuchawkami oraz maca. Po drodze zajrzałam do restauracji, przywitałam się z Geromem, porwałam świeże owocki i udałam się na plażę. 
Usadowiłam się wygodnie na leżaku, momentalnie pojawił się obok mnie chłopak z drinkami sięgnęłam po jednego i rozpoczęłam pisanie maila do mego ukochanego. 
- Witaj Kamilo! Widzę, że zatrzymaliśmy się w tym samym hotelu! Przecież to cudownie! Podniosłam wzrok znad maca, moim oczom ukazał się nie kto inny jak Piotr. Ubrany w białą koszulę, z rozpiętymi guzikami odsłaniającą cudownie umięśnioną klatkę piersiową, z podwiniętymi rękawami ukazującymi pokaźnego bicepsa, w seksownych okularach i ta jego opalenizna. Mamusiu....
- Cześć Piotrek! Jak tam ci się spało? Spytałam, by uniknąć kwestię odpowiadania na spanie pod jednym dachem.
- Cudownie! Śniła mi się taka jedna nimfa wodna, wiesz. I zadziwiające przypomina ciebie. - Osz kurczaczek! On mnie tak po prostu podrywa i nie robi sobie z tego nic, po prostu sięga po drinka popija i puszcza mi oczko! - A ty jak tam? Praca wzywa? Obowiązki z stolicy?
- Nie... Akurat piszę maila do narzeczonego. Nacisk położyłam na narzeczonego, zsunęłam okulary na nos i wróciłam do pisania, starając się go zignorować
- Z narzeczonym konkurować nie mam zamiaru! Wrócę za pół godziny, wtedy nie będę się musiał obawiać, że Twoje myśli nie są skupione tylko na mnie. Nawet nie podniosłam na niego wzroku, poczułam tylko, jak jego usta dotknęły czubka mojej głowy, sięgnął po jabłko leżące na tacy obok mojego leżaka i poszedł! No świnia! Po prostu świnia! Głęboko odetchnęłam i wróciłam do pisania!

Aneta:
Jak dorwę tę małą czarownicę to jej nogi z tyłka powyrywam! Myślałam, że zaakceptowała Pawła, że mnie wspiera a ona mi wyjeżdża z Dębskim! Zamiast mi pomóc to kładzie mi nie kłodę a rów mariański! Zwolniłam na chwilę, uwielbiam galopować nad morzem, zapach morza, piasku i słońce, czego chcieć więcej? W takich chwilach, gdy w mojej głowie i sercu panuje chaos nie ma lepszego sposobu niż oddać się naturze! Ale co to? Widzę, że nie tylko ja, uciekam od problemów. Z naprzeciwka dostrzegłam innego jeźdźca. Zeskoczyłam z Grey'a, choć jest ze mną już od ponad roku, ciągle bywa płochliwy, gdy widzi inne konie. Spojrzałam na zbliżającego się jeźdźca, jego sylwetka prezentowała się w porannym słońcu cudownie, rozchylone poły koszuli ukazywały wspaniale wyrzeźbioną klatkę piersiową, którą znałam. Radzimir. Cholera jasna! Znowu on? Shit! Też mnie rozpoznał!
- Więcej nas łączy, niż dzieli. Nie uciekniesz przede mną. Powiedział po czym zeskoczył ze wspaniałego, czarnego araba.
- Dla twojej informacji przed nikim nie uciekam.
- Moje puste łóżko świadczyło o czymś innym. Spojrzał na mnie, tym swoim radzimirowym spojrzeniem, nogi się pode mną ugięły.
- To był błąd, jednorazowy wyskok. Niczego sobie nie obiecywaliśmy, niczego od siebie nie chcieliśmy. Ja jestem z Pawłem, ty masz swoje modelki. Prowadzimy idealnie życie. Nie niszczmy go sobie! 
- Kto powiedział o niszczeniu? Nasze życie było idealne do czasu, wszystko jest idealne do czasu, nagle zderzasz się z meteorem zwanym miłością i nic nie jest takie samo. I moje życie już nie jest takie samo od kiedy cię poznałem. A twoje? 
- Moje jest. Moja miłość się wzmocniła, pomogłeś mi się tylko utwierdzić w tym, że dobrze robię szykując się do ślubu, do założenia rodziny, do...
- Jakoś o rodzinie i narzeczonym nie pamiętałaś, jak trzeci raz w ciągu jednej nocy. - Stanął za mną z tyłu i zaczął szeptać do ucha, nie musiał kończyć, odwróciłam się do niego. Spojrzałam mu w oczy. Miał rację, ta noc zmieniła mnie, moje życie. Miałam taką ochotę go pocałować. Wyczuł to. Uśmiechnął się do mnie delikatnie, delikatnie ujął mój podbródek w dłoń, kciukiem przejechał po moich wargach, zbliżył swe usta do moich...
- Nic z tego nie będzie. Wyrwałam się z  jego magicznego uścisku, wskoczyłam na Grey'a i uciekłam w kierunku hotelu. Znów przed nim uciekam. Znów... 

Nina:
- Endrju! Ale o co ci chodzi? Ale komu ty wierzysz? - No nie wierzę! Hotki, hotki everywhere! Od nich się uciec nie da! Skąd one się tu wzięły!
- Ninaa! Wyjeżdżasz na dwa tygodnie z dziewczynami, myślę ok! Jesteśmy razem, zostałaś moją narzeczoną, mogę ci ufać! Ale Wasilewska Kurka ci nie daruję! Może jeszcze Zibiego gdzieś tam miałaś?   O nie... teraz to mu nie daruję!
- Co ty sobie wyobrażasz! Że będziesz mi coś insynuował i mnie obrażał! Nie masz prawa! Choć mnie wściekłość zżerała nic nie powiedziałam o tej wywłoce Jeszce! Nic! Ani słowem! A ty śmiesz mi wmawiać, że ja coś z Kurkiem, albo Bartmanem? Czy ty przypadkiem nie zaryłeś wielkoludzie gdzieś we framugę i ci się coś nie poprzestawiało? Rozłączyłam się i wyłączyłam telefon. Ta rozmowa i tak już trwała za długo. Wczoraj, jak tylko Kurek spróbował mnie pocałować po prostu się zmyłam. Kamy już nigdzie nie było a Anetę chciałam zostawić samą z Radzimirem. Zadzwoniłam tylko do Gerome'a, żeby wzbogacił mój barek o kilka buteleczek i poszłam spać. A ten dzwoni do mnie od rana, że "prawdziwe fanki" przysłały mu zdjęcia jak całuję się z Bartkiem. Ja w sobie stłumiłam zazdrość o Sabinę, a ten nie potrafi mi zaufać. Przypomniały mi się nasze kłótnie sprzed kilku lat. Hotki od zawsze były problemem. 
- Wasilewska! - O shit, w drzwiach stała mało powiedziane wkurzona Aneta.
- Cześć Andzia! Jak tam? - Spróbowałam ją udobruchać, nie potrzebowałam jeszcze z nią kłótni
- Mam do ciebie jedną, wielką prośbę! Nie mieszaj się do mojego życia! To już nie są czasu liceum! Nie mam najmniejszego zamiaru bawić sie w  ząb za ząb. Jeśli ci Paweł nie pasuje, trudno zaakceptuj nas, albo o nas zapomnij! Nie wpychaj mnie na siłę w ramiona mężczyzny, który twoim zdaniem lepiej do mnie pasuje! Nie życzę sobie takich interwencji! - Aneta drugi raz w życiu była na mnie tak wkurzona, choć może aż tak to pierwszy. Łzy popłynęły mi po policzku. Za dużo tego wszystkiego nagromadziło się w moim życiu. Nie chciałam mieszać w jej życiu. Chciałam pokazać jej, że Paweł nie jest jedynym porządnym facetem, że może spróbować z kimś innym, tym bardziej, że Radzimir od tamtej ich nocy cały czas suszył głowę Andrzejowi. Andrzejowi! Teraz to już nie pojedyncze łzy, teraz to fontanna...
- Wasilewska! Nie bierz mnie na litość! - Aneta przybrała surową pozę, zna mnie jednak na tyle dobrze, że wie, że płaczę tylko w trzech sytuacjach: 1. gdy zginie zwierzę; 2. gdy oglądam melodramat i po 3. Endrju.... - Ej Czarownico! O co chodzi? - W mgnieniu oka znalazłam się w ramionach Andzi, nie naciskała bym zaczęła mówić pozwoliła mi się spokojnie wypłakać, moje myśli obijały się od Andrzeja, przez Kurka, hotki, Jeszkę, wracając znów do Andrzeja. 
- Kama, nic się nie dzieje. Usłyszałam szept Anety, musiałam odlecieć. 
- Kama zasnęłam. Planów nie zmieniamy, zapakuj małą walizkę a na wieczór załóż koniecznie sukienkę, szpili i nie zapomnij o jakimś sweterku. - No tak, dziś zaczynamy nasz przed weselny trip. Wieczorem wsiadamy na jacht, którym całą noc będziemy płynąć wzdłuż wybrzeża francuskiego, by dotrzeć do Włoch, tam mały postój w Mediolanie, następnie Maroko i...